Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego
„Wszechmogący Boże, wniebowstąpienie Twojego Syna jest wywyższeniem ludzkiej natury, spraw, abyśmy pełni świętej radości składali Tobie dziękczynienie i utwierdź naszą nadzieję, że my, członkowie Mistycznego Ciała Chrystusa, połączymy się z Nim w chwale. Który z Tobą żyje i króluje…” – tak brzmi kolekta dzisiejszej uroczystości Wniebowstąpienia Pańskiego. Jej treść jest niesamowitą kwintesencją rozważanej w tę niedzielę tajemnicy. Przyjrzyjmy się jej oraz tekstom liturgii Słowa Bożego.
Wniebowstąpienie Pańskie – wydarzenie wieńczące okres czterdziestu dni ukazywania się i przebywania Zmartwychwstałego z uczniami. Czterdzieści dni temu stanęliśmy wraz z Apostołami i uczniami Jezusa, wraz z niewiastami, Marią Magdaleną, wobec tajemnicy pustego Grobu. Pan przeszedł przez drzwi zamknięte naszej wątpliwości, lęku, obaw i przyniósł dar swojego pokoju. Jego rany – choć wspomnienie Męki, to już jednak jaśniejące chwałą „nowego życia” – pozostały otwarte dla nas jak zdrój miłosierdzia. W dzisiejszej tajemnicy, Chrystus powraca do Ojca. Nie będzie już cieleśnie widziany na ziemi – to jak koniec pewnego etapu. Jezus rozstaje się z uczniami udzielając im swojego błogosławieństwa oraz posyłając na cały świat. Dzisiejszy dzień jest dniem rozesłania. Ale również – „wywyższenia ludzkiej natury”. Jezus powracając do Ojca nie czyni tego poza ciałem. Wstępuje do nieba „zanosząc” tam naszą ludzką naturę. Od początku – od aktu stworzenia – nasze człowieczeństwo było przez Boga chciane. Jezus przychodząc na świat w misterium Wcielenia obrał właśnie człowieczeństwo jako drogę, jako przestrzeń dokonania naszego odkupienia, pojednania. Jaka to wielka godność człowieczeństwa! Bóg zechciał stać się Człowiekiem. Pamiętam, jak kiedyś usłyszałam z ust pewnego kapłana, zakonnika, takie może w pierwszym odbiorze „przewrotne” hasło, ale wydaje mi się, że słuszne: „chcesz być jak Bóg? Stań się człowiekiem”. Dzisiejsza uroczystość jest właśnie takim spotkaniem z pytaniem o jakoś mojego człowieczeństwa, o moje podejście do „ludzkiej natury”. Jesteśmy istotami duchowo-cielesnymi. Nie tylko sama dusza i nie tylko samo ciało. Nasza natura to dusza i ciało. Ani duszy, ani ciała nie możemy pomijać czy deprecjonować. Jezus zmartwychwstając nie pogardził ciałem, a mam wrażenie, że w nas – może nieświadomie, może nieco mimowolnie, mimochodem – wciąż tli się starożytna myśl (np. znajdująca się w pismach Platona), że ciało jest więzieniem duszy; że ciało jest czymś gorszym; że jest ono naszym wrogiem. A przecież wiemy, że tak nie jest. Wiemy, a jednocześnie wciąż jakbyśmy potrzebowali powrotu do tej pierwotnej harmonii i przyjaźni między duszą a ciałem. Kontemplując dzisiejszą tajemnicę możemy oczyma wyobraźni zobaczyć naszą ludzką naturę w uścisku Trójcy Przenajświętszej. Czy jest we mnie zgoda na taki obraz?
W Nowym Testamencie wydarzenie wniebowstąpienia Pana Jezusa opisane jest w Dziejach Apostolskich. Uczniowie nie zostali jednak tak po prostu przez Niego pozostawieni – otrzymali polecenie oczekiwania na przybycie Ducha Świętego, który da im „moc” i przemieni ich w prawdziwych świadków Chrystusa „aż po krańce ziemi”. Sami z siebie nie potrafiliby świadczyć – także i my, sami bez pomocy Ducha Świętego nie potrafilibyśmy dawać świadectwa. Jak wiemy, nikt z nas bez pomocy Ducha Świętego nie może wyznać, że Jezus jest Panem. Jezus poleca uczniom oczekiwanie. To dla nas bywa nieraz bardzo trudne – cierpliwie czekać. Chcielibyśmy wszystko od razu wiedzieć, rozumieć, umieć jakoś sobie poukładać, odnaleźć się od razu w nowych dla nas sytuacjach. A Chrystus jakby mówił nam: „stop, poczekaj, zatrzymaj się”. To oczekiwanie na „dar Ojca”, bo Duch Święty jest właśnie „darem Ojca”. Jakże inaczej czeka się, kiedy ma się świadomość, że to oczekiwanie na „dar Ojca”.
Uczniowie też zadawali Mu wiele pytań, może jakby przeczuwając, że to już ich takie ostatnie spotkanie. Pytają o czas nadejścia Królestwa Jezusa. Wydaje się, że nic się w nich nie zmieniło. Jezus tyle czasu pokazywał im, na różne sposoby, że to Królestwo i Jego panowanie nie może być postrzegane w takich „ludzkich”, „doczesnych” kategoriach władania, królowania – a oni znów wracają do tego tematu. Zastanawiam się, czy podobnie nie jest z nami. Rozważamy Słowo, pragniemy się szczerze na nie otwierać, odkrywamy różne natchnienia, wydaje się, że postępujemy na drodze wiary, a jednak – moment i odkrywamy, że niewiele w nas się zmieniło; że nasze myślenie wciąż potrzebuje nawrócenia. Co ciekawe, uczniowie nawet nie używają sformułowania „królestwo niebieskie”, ale „królestwo Izraela” – to bardzo ludzkie spojrzenie. Chcą być wolni od rzymskiej dominacji, chcąc znów mieć swoją państwowość. Rozumiemy to, a jednak taka postawa może w nas wywołać uczucie zrezygnowania. Tyle mów Jezusa, tyle Jego czynów, łącznie z Męką i Zmartwychwstaniem – i uczniowie „nadal nie rozumieją”. Jezus jasno im mówi: „nie wasza to rzecz znać czas i chwile, które Ojciec ustalił swoją władzą”, wy macie czekać na Ducha Świętego, a potem iść i głosić Ewangelię. Skupić się na swoim zadaniu. Wypełnić swoje powołanie i pozwolić, by działa się wola Ojca. Jezus nie chciał być tą odpowiedzią niegrzeczny, ani jakoś ich pomniejszyć, zranić. Nie, to nie byłby On. Jezus tylko przypomniał – to On jest tym, który prowadzi, my mamy iść za Nim. Czasem trzeba tylko „puścić”, pozwolić „odejść” – to znaczy pozwolić Bogu nas prowadzić poprzez kolejne „etapy”.
Uczniowie w chwili wniebowstąpienia wpatrywali się „uporczywie”, jak Jezus właśnie wstępował do nieba. Bardzo chcieli uchwycić ten moment, a On nie ukrywał tego przed nimi. Ukrył Go obłok – wiemy już, że w Piśmie Świętym jest on symbolem, znakiem obecności Bożej. Jezus nie wstępuje do „jakiegoś nieba”, bliżej nieokreślonej przestrzeni, ale wstępuje do Ojca; to Ojciec Go przyjmuje, okrywa swego Syna swoją Obecnością. Czy Piotrowi, Janowi i Jakubowi nie przypomniał się obłok z Góry Przemienienia? Oto wszystko się wypełnia. Jezusa ukrywa obłok, ale to nadal On jest Tym umiłowanym Synem, którego mamy słuchać.
Dzisiaj odczytywana perykopa ewangeliczna kończy się zapewnieniem ze strony Jezusa: Ja jestem z wami aż do skończenia świata. Chrystus zapewnia nas, deklaruje swoja obecność z nami i przy nas przez wszystkie dni, w każdej chwili. Jezus jest z nami przez wszystkie dni – a wiemy przecież, jak różne te dni potrafią być. Czy pamiętamy na ścieżkach naszej codzienności o tym zapewnieniu? Słowo Pana jest prawdą, ono nas nigdy nie zawodzi; ono jest (powinno być) naszą opoką, pocieszeniem, czymś, o co pewnie możemy się oprzeć.
Zauważmy – uczniowie najpierw nosili w sobie obraz Jezusa udręczonego, zmiażdżonego cierpieniem i jednocześnie nosili swoje „a myśmy się spodziewali”; potem – zaskoczenie i obraz Zmartwychwstałego. A teraz? Gdy są posyłani aby nieść Dobrą Nowinę swoim ostatnim ziemskim spojrzeniem na Jezusa widzą Go w chwale powracającego do Ojca. Widzą Zmartwychwstałego, choć z ranami, i widzą, jak On im błogosławi. Takiego Go mają zapamiętać. Ukierunkowanego na Ojca, nieukrywającego ran i zarazem zsyłającego na ziemię błogosławieństwo. Oto wskazanie dla nas. Jeśli pragniemy upodabniać się do Chrystusa, powinniśmy być ukierunkowani na Ojca, świadomi swojej natury, przeżywający z Nim swojego cierpienie, różne doświadczenia i zarazem rozsiewający błogosławieństwo.
„Niektórzy jednak wątpili” – zanotował autor Ewangelii wg św. Mateusza. To fascynujące, że autor, kierowany Duchem Świętym, nie ukrywa tego, nie idealizuje obrazu. To zwątpienie to takie „ludzkie”, takie „nasze”, nie dziwi nas. Pytanie jednak, czy pozwalamy sobie na to zwątpienie i czy się do tego przyznajemy? A jaka jest reakcja Jezusa? Przybliża się do nich. Jezus przybliża się do naszych wątpliwości. Jezus nie ucieka, nie osądza nas za to, nie karci. On przybliża się i mówi: „dana Mi jest wszelka władza na niebie i na ziemi”. W obliczu tego wyznania, nie musimy się obawiać, nie musimy wątpić. Gwarantem jest sam Pan Jezus Chrystus. To On jest Panem, Władcą. To On jest ponad „wszelką zwierzchnością i władzą, i mocą, i panowaniem, i ponad wszelkim innym imieniem wzywanym nie tylko w tym wieku, ale i w przyszłym” – jak zapisał to św. Paweł w Liście do Efezjan. Apostoł Narodów opisuje w swoich Listach wniebowstąpienie Pana, Jego powrót do Ojca, jak triumfalny pochód. I my siebie możemy w tym pochodzie odnaleźć „naszą ludzką naturę”. Podobnie obrazuje to Psalmista: „Bóg wstępuje wśród radosnych okrzyków, Pan wstępuje przy dźwięku trąby”.
„Dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo?” – pytają uczniów dwaj mężowie w białych szatach. Te same postacie obecne były przy pustym Grobie. Zapowiadają również powrót Jezusa. Ale to pytanie jest bardzo ważne. Dlaczego wpatrujemy się w niebo? Czy nasza pobożność nie jest czasem formą ucieczki od codziennych zajęć, od tego, do czego jesteśmy powołani? Jezus polecił uczniom iść na cały świat, aż po krańce ziemi: mają iść do Jerozolimy, do Judei – czyli do „swoich”; mają iść do Samarii – do tych, którzy przez Żydów byli uważani za „nieczystych”; „i aż po krańce ziemi” – czyli w nieznane. Mamy patrzeć w niebo, ale to wpatrywanie nie ma nas zatrzymywać. Ono ma nas właśnie „posyłać”; być źródłem siły; źródłem mądrości i inspiracji, motywacji. Naszą drogą do domu Ojca jest nasze człowieczeństwo i nasza codzienność.
Jezus powierza Apostołom sakrament chrztu świętego w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Ale również poleca, aby nauczali zachowywać to, co On im przekazał. Nie mają uczyć narody tego, co im się wydaje słuszne – nie to, co Apostołowie sami by mogli wymyśleć; to, co po swojemu jakoś by zinterpretowali, ale mają – jak wyraźnie Pan to powiedział – nauczać tego, co On im przekazał. To bardzo ważne. To nie tylko słowa, z których składa się zdanie, ale bardzo jasny nakaz, który chyba warto sobie często przypominać. Jak ważna, w takim kontekście, jest osobista więź Apostołów z Jezusem – najpierw sami muszą czerpać od Niego, bo inaczej staną wobec tych, do których są posłani, z pustymi rękoma.
Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego dana jest na również po to, abyśmy zatrzymując się nad nią, celebrując ją, abyśmy odkrywali, poznawali, wiedzieli „czym jest nadzieja, do której On wzywa, czym bogactwo chwały Jego dziedzictwa wśród świętych i czym przeogromna Jego moc względem nas wierzących”. – jak słyszymy w drugim czytaniu, to jest we fragmencie Listu św. Pawła do Efezjan. Czy w moim sercu jest już odpowiedź na te pytania? Czy mam świadomość, przeczucie, do czego „ostatecznie” jestem powołany – to jest do jedności z Panem, do wiecznego bycia z Nim w domu Ojca, radując się dziedzictwem świętych.
Dzisiejsza uroczystość – w świetle liturgii Słowa – jest pełna radości. Słychać to w Psalmie. O tej radości wspomina również kolekta, którą rozpoczęliśmy nasze rozważanie. „Święta radość” – czyli taka szczera, prawdziwa, autentyczna, w której nie ma nic z pychy czy z takiej źle rozumianej pewności. „Święta radość” – której źródłem jest sam Bóg; Pan jako Opoka, Prawda. Radość taka winna nas prowadzić do wdzięczności, do dziękczynienia – za tę wielką chwałę, jaką jest „wywyższenie naszej ludzkiej natury”. Wniebowstąpienie to nie jest takie „pożegnanie”, jak my po ludzku postrzegamy takie chwile. To wydarzenie niczego nie kończy – ono rozpoczyna – dlatego owi dwaj mężowie w białych szatach odrywają wzrok uczniów od nieba. Jezus wstępuje do nieba w chwale Tego, który pokonał śmierć – Jego zwycięstwo jest i naszym, daje nam nadzieję, że my – jako Jego członkowie, jako członkowie Jego mistycznego Ciała – będziemy wraz z Nim w tej chwale. Jednak to wywyższenie ludzkiej natury to także zobowiązanie – owa godność i nadzieja przyszłej chwały zobowiązuje, powinna zobowiązywać, powinna przenikać swoją światłością naszą codzienność, podejmowane decyzje – to zobowiązanie do nowość życia. Dzień po dniu mamy szukać tego, co w górze, choć do tego zmierzamy przez to, co ziemskie. Nasza prawdziwa Ojczyzna jest w niebie. Czy jest we mnie pragnienie życia tym, co niebiańskie?
Jezus nas nie zostawił. Nie widzimy Go cieleśnie, ale widzimy w Eucharystii, w sakramentach – On żyje w swoim Kościele i przez posługę Kościoła. Czy żyje, czy jest obecny również w mojej pamięci, w moim sercu? Czy pamiętam (czy wiem) dokąd zmierzam? Czy noszę w sobie nadzieję spotkania z Panem w chwale?
s. M. Teresa od Jezusa Królującego w Boskiej Eucharystii OCPA
