Niedziela Zesłania Ducha Świętego (rok A)
I oto Niedziela Zesłania Ducha Świętego. Jedna z najpiękniejszych liturgii w ciągu roku (oczywiście, Wigilia Paschalna ma niepozbywalne prawo pierwszeństwa, tego nie dyskutujemy, nie podważamy). Oto dzień, w którym Kościół Święty wychodzi z Wieczernika, by rozejść się na cały świat wraz z przesłaniem Dobrej Nowiny i świadectwem o Panu Jezusie Chrystusie. Oto dzień otrzymania przez nas „obietnicy Ojca”. Bardzo piękna jest wigilia oczekiwania na Zesłanie – jej liturgia jest przebogata w szczególne fragmenty Słowa Bożego, które przygotowują nas na to doświadczenie wiary. Przyznam się, że bardzo trudno było mi dokonać wyboru, gdy szykowałam się do napisania niniejszego rozważania. Zatrzymamy się jednak na Słowie przewidzianym na samą już uroczystość, na Mszę św. odprawianą w ciągu dnia.
Trzeba zwrócić uwagę na grupę ludzi, którzy stali się odbiorcami natchnionych słów Piotra. Być może te geograficzne terminy niczego konkretnego nam nie mówią, ale gdybyśmy w tym momencie zamiast tekstu mieli przed oczyma mapę, szybko odkrylibyśmy przesłanie tego wydarzenia. Wymieniając tych różnych mieszkańców, autor Dziejów Apostolskich chce nam powiedzieć, że Piotr głosi pierwszą katechezę Kościoła, pierwszy kerygmat, całemu światu. Oto bowiem te wszystkie miejscowości rozciągają się na mapie od Morza Czerwonego do Morza Czarnego, od Iranu do Italii. To ogromna rozpiętość geograficzna. Ci ludzie nie mają wspólnego języka, ale rozumieją słowa Piotra – każdy słyszy swój język. Geograficznie możemy posługiwać się różnymi językami, ale Dobra Nowina o zbawieniu jest zrozumiana dla każdego. Znamy to powiedzenie, że ponad narodowym językiem, zrozumiałym dla każdego, jest miłość. To wydarzenie jest także przeciwieństwem tego, co wydarzyło się podczas próby budowania wieży Babel. Wówczas języki zostały pomieszane, wprowadzony został chaos, nieład, aby w ten sposób powstrzymać ludzi przed czynem przeciwko Bogu. Tu, w dniu Pięćdziesiątnicy, Duch Święty pozwala mówić tymi różnymi językami, aby zbudować wspólnotę wiary; aby ogłosić Dobrą Nowinę i ukazać drogę zbawienia, drogę ocalenia. Tu ta różność nie jest już przeszkodą, a zamiast chaosu, pojawia się jedność wspólnoty Kościoła.
Wizualnie, cieleśnie nic się przecież nie zmienia – Apostołowie nadal pozostają niezbyt wykształconymi ludźmi, m.in. prostymi rybakami. Ale jednak – oto Bóg czyni wszystko nowe. Z zalęknionych uczniów, czyni swoich odważnych świadków, choć nadal pozostają tymi ludźmi, jakimi byli. Porównać to można do tego, czego świadkami jesteśmy w czasie Eucharystii. Materialnie chleb i wino pozostają chlebem i winem, mają ten sam kolor, smak – a jednak już „nie są” chlebem i winem po wypowiedzeniu przez kapłana słów przeistoczenia; nie zmieniają się przypadłości, ale zmienia się substancja. Tak samo i my – pozostajemy tacy sami zewnętrznie, ale Duch Święty dokonuje naszej wewnętrznej przemiany. Bóg nie odbiera nam naszej natury, ale ją uświęca, oświeca. A gdy już mowa o Eucharystii, zauważmy, że w jej trakcie mamy dwie epiklezy – dwa razy kapłan przyzywa Ducha Świętego. Najpierw w momencie przeistoczenia – i to odnosi się do Ciała i Krwi Pańskiej. Ale jest jeszcze drugi moment, którego może w rutynie modlitwy nie dostrzegamy, a jest naprawdę bardzo ważne, bo dotyczy nas, dotyczy Kościoła. Przytoczę tę epiklezę z II Modlitwy Eucharystycznej: „Pokornie błagamy, aby Duch Święty zjednoczył nas wszystkich, przyjmujących Ciało i Krew Chrystusa”. Jest to wezwanie o dar jedności. Epikleza komunijna jest najstarszą część anafory, są takie anafory, w których nie ma epiklezy konsekracji, ale nie znamy takiej anafory, w których nie byłoby epiklezy komunijnej. Epikleza komunijna wskazuje na cel, jaki ma Eucharystia – stworzenie wspólnoty, stworzenie „jednego ciała”, którego Głową jest Chrystus. Eucharystia to Ciało mistyczne; Kościół zaś to ciało rzeczywiste. I Eucharystia i Kościół dokonuje się wraz z udziałem Ducha Świętego. To Duch Święty jest Tym, który dokonuje „ożywiania”, On czyni Kościół żywym: nie nasze wysiłki, pomysły na kolejne akcje, nie spektakularne głoszenie w coraz to nowszej formie. My nie jesteśmy właścicielami Kościoła. Zauważmy, że w Dniu Pięćdziesiątnicy uczniowie Chrystusa zostali wezwani do wyjścia z Wieczernika. Wyjść to jakby „puścić” kurczowe trzymanie się tego, co „moje”. Mają już zostawić swój strach, niepokój, wątpliwości, swoje oczekiwania – zostają wezwani do „wyjścia”, czyli do tego, aby dać się poprowadzić.
Kiedy czytamy opis Pięćdziesiątnicy zawarty w Dziejach Apostolskich, nie może nas nie dotknąć stwierdzenie: „znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu”. Aby doświadczyć zesłania Ducha Świętego, trzeba „być”. Przepraszam za tę oczywistość, ale czy nie mamy nieraz w naszym życiu takiego doświadczenia, że coś nam umyka, bo my choć jesteśmy może i obecni w czymś fizycznie, to jednak nas w tym „nie ma”. Czy samo przyjście jest już uczestnictwem? Czy w tym jest zaangażowanie wewnętrzne? Uczniowie w Wieczerniku oczekiwali na „obietnicę Ducha Świętego” – w tym oczekiwaniu musiała być zawarta ich zgoda na to, by Pan ich zaskoczył. Przecież nie powiedział Pan Jezus dokładnie jak to wydarzenie przebiegnie. Apostołowie nie wiedzieli, ale owa niewiedza nie sprawiła, że ich nie było, że zlekceważyli polecenie Pana. Oczekiwanie jest aktem zawierzenia i wyrazem postawy otwartości oraz zgodą na oczekiwany dar w takiej formie, w jakiej pragnie nam go ofiarować Dawca. Czy jestem w wierze? Czy jestem w tym, co wyznaję, co celebruję? Czy jeszcze czekam?
Ale przeczytajmy to pierwsze zdanie drugiego rozdziału Dziejów Apostolskich w dosłownym tłumaczeniu z greki: „A gdy nadszedł dzień Pięćdziesiątnicy, byli wszyscy jednomyślnie na jednym miejscu”. Jednomyślnie. To brzmi nam wyraźniej niż „razem”. Przyznam się, że w pierwszym odruchu pewnie trudno może nam w to uwierzyć. Przecież z ewangelicznych opisów wiemy, jak różni byli Apostołowie, jak ich grupa była zróżnicowana. Ale właśnie – zróżnicowanie nie niweluje jednomyślności. Te słowa tylko tak w pierwszym, szybkim spojrzeniu, wydają się być sobie przeciwstawne. Tymczasem, one się nie wykluczają. Byli – jako osobowości, jako ludzie – różni, każdy miał swoje wady i zalety, odcienie swojej osoby, pasje, poglądy, marzenia i tak dalej, ale byli jednomyślni w trwaniu w Chrystusie i w Jego nauce; byli jednomyślni w oczekiwaniu na „Dar Ojca”. To jest o wiele głębsza jednomyślność niż „bycie jednakowym”. Nigdy, żadna grupa – jeśli ma być zdrowa – nie będzie „jednakowa” i to nie o to chodzi, nawet nie powinna być „jednakowa”. Chodzi o jednomyślność w tym, co najważniejsze, w tym, co fundamentalne. Tak różni Apostołowie, ze swoimi także zranieniami, potrafili być jednomyślni. Jeśli przyjrzymy się temu słowu w grece, dowiemy się, że może ono oznaczać: jednomyślnie, zgodnie, jednym sercem i kilkakrotnie występuje w Dziejach Apostolskich. Będzie ono określać także wspólnotę pierwszych chrześcijan: zgromadzonych jednomyślnie na modlitwie, mających jednego ducha i jedno serce. Takie wyrażenie może nam również podpowiadać, że Apostołowie chcieli być na tym miejscu. „Na jednym miejscu”. To dla mnie niesamowity opis skupienia, zaangażowania, braku rozbicia. Być na jednym miejscu – czy to dla nas nie jest nieraz prawdziwym wyzwaniem? Jest nas może nieraz pełno wszędzie, ale czasem nie tam gdzie być naprawdę powinniśmy?
Zstąpienie na Apostołów Ducha Świętego opisane jest za pomocą dwóch obrazów: nagły szum potężnego wiatru („jakby uderzenie potężnego wiatru” – korzystam nadal z dosłownego przekładu) oraz języki z ognia, które rozdzieliły się i na każdym z uczniów spoczął jeden z nich („rozdzielające się języki jakby ognia i spoczęły na każdym z nich”). Wiatr i ogień. Dostrzec można gwałtowność, siłę tego doświadczenia. To była chwila, moment. Ileż potrzeba było uważności, aby go nie przegapić! Wiatr, ogień – symbole potęgi Boga, Jego mocy i siły. Piękne w tym opisie jest to, że na każdym spoczął jeden z języków ognia. Każdy otrzymał ten dar. Bez różnicy. Choć języki ognia rozdzieliły się, stały się tym, co podtrzymało jeszcze bardziej jedność. Jedność w otrzymanym Darze. O tej różnorodności w jednym Duchu pisze także i św. Paweł – słyszymy o tym w dzisiejszym fragmencie Pierwszego Listu do Koryntian. Różne łaski, różne działania, różne posługiwania – ale ten sam Duch, ten sam Bóg. Jak podkreśla św. Paweł to objawienie się Ducha jest „dla wspólnego dobra”. I zaraz potem słyszymy alegorię jednego ciała, które składa się z licznych członków. Znów więc powraca temat jedności i różnorodności. I kiedy o tym myślimy, dostrzegamy, jak bardzo potrzebujemy właśnie Ducha Świętego. To On ożywia ciało. To bez Jego pomocy nie wyznamy, że Jezus jest Panem. Wiele można by też powiedzieć o symbolu ognia – zapalanie miłością, żarem gorliwością, ale także wypalenie tego, co złe, aby pomóc w nowym życiu; ogień, który oczyszcza, próbuje dla umocnienia.
„Wspólne dobro” – św. Paweł będzie jeszcze wracał do tego tematu mówiąc o znaczeniu otrzymanych charyzmatów – nie są one dla prywatnej korzyści tego, który je otrzymał; nie są nagrodą za jego zasługi. Charyzmaty to dary i weryfikujemy je właśnie poprzez to, czy służą zbudowaniu wszystkich, dla wspólnego dobra. Czy jest we mnie postawa pragnienia wspólnego dobra? Czy to jest coś co determinuje moje wybory, czyny?
„I napełnieni zostali wszyscy Duchem Świętym, i zaczęli mówić innymi językami, tak jak Duch poddawał im się wypowiadać”. „Wszyscy” stali się pełni Ducha Świętego. Wyobraźmy sobie naczynie, które staje się pełne – dopiero napełnione jest autentycznie tym, do czego zostało stworzone, pełni swoją rolę. To napełnienie spotykamy na ewangelicznych kartach. Jezus jest pełen Ojca – przez jedność Ojca z Synem, Syna z Ojcem. Jezus mówi o pełnej radości, mówi również o wypełnianiu przykazania, jakie pozostawia swoim uczniom. „Jak im Duch Święty pozwolił” – ta mowa, jaką wygłosił Piotr, nie była jego mową. Była właśnie owocem owego posłuszeństwa Duchowi Świętemu. Oni nadal są tylko odbiorcami Daru, a nie Jego właścicielami.
I tak doszliśmy do słów Ewangelii wg św. Jana. Pięćdziesiątnica kończy okres żydowskiej Paschy. Perykopa przenosi nas do Wieczernika pięćdziesiąt dni wcześniej – „wieczorem w dniu Zmartwychwstania”. Jezus przekracza zamknięte drzwi Wieczernika, przechodzi mimo strachu Apostołów. Przychodzi z darem pokoju. Pokazuje im swoje rany i mówi o pokoju. Rozważaliśmy to w oktawie Wielkanocy. Dziś patrzymy na te słowa, jako opis tchnienia Ducha przez Pana Jezusa. Jakby to był taki początek, „wstęp” do Pięćdziesiątnicy. Mnie jednak zatrzymał jeszcze jeden aspekt. Tak jak bez pomocy Ducha Świętego – wracając do słów św. Pawła – nikt nie jest w stanie sam od siebie wyznać, że Jezus jest Panem, tak – idąc za myślą ewangelicznej perykopy – sami z siebie nie jesteśmy także w stanie dokonać aktu przebaczenia. Zauważmy, Jezus tchnął Ducha Świętego i polecenie „weźmijcie Ducha Świętego” łączy zaraz ze słowami: „którym odpuścicie grzechy, będą im odpuszczone…”. Wiemy, że słowa te odnosimy do kapłańskiej posługi sakramentu pokuty i pojednania i zawierają one w sobie teologię tego, co ten sakrament zawiera i jakie są „kompetencje” jego szafarza – kapłana, czyli następcy Apostołów. Ale czy nie możemy tych słów, w jakimś sensie oczywiście, odnieść do naszej codzienności? Dziś, gdy przeżywamy Niedzielę Zesłania Ducha Świętego, czyż nie możemy poczuć się przez to Słowo zaproszeni do przyjęcia Ducha Świętego dla wiary i dla pojednania? Czyż nie możemy dostrzec w tych słowach zaproszenia do napełniania się, do przyjęcia „Daru Ojca”, także w kontekście otworzenia swojego serca na zdolność do przebaczenia? A przecież jest ono jedną z tych cegiełek, którymi budujemy jedność. Od czego jednak owo przebaczenie się rozpoczyna? Od przebaczenia sobie samemu. Dlatego też potrzebujemy daru Ducha Świętego, aby na nowo się narodzić, aby na nowo odżyć. W Wigilię Zesłania Ducha Świętego słyszymy – w bogatej liturgii Słowa – fragment z księgi proroka Ezechiela: ożywienie kości w dolinie. „Oto Ja daję ducha po to, abyście się stały żywe” – mówi Pan. I też następuje „szum i trzask” i kości zaczęły zbliżać się do siebie. Przez to proroctwo stajemy się świadkami aktu ożywienia. Oto owoc przyjścia Ducha Świętego. Przebaczenie jest takim aktem ożywienia siebie samego. Myślę, że można powiedzieć, że przebaczenie drugiej osobie, jest także aktem „dobroci” dla siebie samego. Aktem dobroci i uwolnienia. Przeczytajmy to zdanie w dosłownym, greckim przekładzie: „Którymkolwiek grzechy odpuścicie, są im odpuszczane, a którym zatrzymujecie – są zatrzymane”. Nie ważne „komu”. Odnosi się to do każdej relacji. Zauważmy również czas teraźniejszy. Tu nie chodzi o przeszłość czy o pozostawianie przebaczenia przyszłości – przebaczenie, jako współpraca z Duchem Świętym i wykorzystanie Jego owoców, jest naszym „tu i teraz”. Ale właśnie, spójrzmy na tłumaczenie z greki. Co kryje się pod słowem: „odpuścicie”? To słowo może oznaczać także: „zostawiać, odsyłać, opuszczać, przebaczać, pozwalać”. Odesłać w przeszłość czyjś grzech, zostawić to, co się wydarzyło i na co już nie mamy wpływu, opuszczać – czyli zostawić. Widzimy, jak te czasowniki niosą w sobie przesłanie wolności, są czymś, co do tej wolności wprowadza. A „zatrzymacie”? Słowo to może oznaczać: „chwytać, zdobywać, trzymać się, uzyskiwać, zachowywać, zatrzymywać”. Widzimy różnicę w braku akcentu wolności, prawda? To, co zatrzymujemy staje się tym, co nas zniewala, hamuje, zatrzymuje w sensie braku dynamizmu. A Zesłanie Ducha Świętego to święto wolności – święto wyjścia z Wieczernika. To wolność jest tym, co odnawia Apostołów. To wolność od lęku, od zatrzymania się na słabości, czyni z nich odważnych świadków.
Jak słyszymy w dzisiejszej, specjalnie przypisanej do tej niedzieli, prefacji, zesłanie Ducha Świętego jest doprowadzeniem do pełni misterium paschalnego. Czym jest misterium paschalne? To zmartwychwstanie Pana Jezusa, Jego zwycięstwo nad śmiercią; zwycięstwo Życia. Dopełnieniem tego misterium jest nasze „powstanie”. Prefacja dalej podkreśla, że Duch Święty został zesłany na wszystkich, których Bóg uczynił swoimi przybranymi dziećmi. Duch Święty jest Darem Ojca dla dzieci. Czujemy ileż w tym czułości, delikatności, troski ze strony Boga? Duch Święty jest pełnią daru paschalnego – dzisiejsza uroczystość wprowadza nas w pełnię tej radości, jakiej uczestnikami są „chóry Aniołów i zastępy Świętych”. Więc i my dziś „śpiewajmy hymn ku chwale” Ojca, ku chwale Syna i ku chwale Ducha Świętego. Bo bez Jego tchnienia, czymże jesteśmy?
s. M. Teresa od Jezusa Królującego w Boskiej Eucharystii OCPA
