XXI Niedziela zwykła (rok A)

Za siedem dni skończy się sierpień, a więc i wakacje. Doświadczamy już zmiany w pogodzie, dostrzegamy, że poranki już nieco ciemniejsze, zwłaszcza kiedy wstaje się kwadrans po piątej rano. Pewien kolejny etap w naszym kalendarzu powoli się domyka, ale tylko po to, aby mógł rozpocząć się kolejny. I dziś liturgia Słowa stawia przed nami pytanie, o to kim dla nas, dla mnie, jest Pan Jezus. A może usłyszmy to pytanie nieco inaczej – czyli: kim był dla mnie w tych minionych dniach, tygodniach, a kim chcę, aby był dla mnie „jutro”? Wiem, że przestrzenią naszej relacji z Panem jest „tu i teraz”, że to nasza codzienność, a więc ten dzień jeden konkretny jest naszą „ziemią świętą”, że to właśnie teraźniejszość jest nam dana i zadana, więc nie można żyć przeszłością ciągle ją rozpamiętując, ani nie można żyć „jutrem”, czyli tym, co jeszcze się nie wydarzyło i nawet nie wiemy, czy się wydarzy. Szatan lubi nas wyciągać w te sfery, żebyśmy tylko zignorowali to, co tu i teraz, łaskę w tej konkretnej chwili nam podarowaną, dla nas przewidzianą. Wiem, że tak jest i taką mądrość duchową przekazują nam kolejne pokolenia Bożych ludzi, a jednak powtórzę to pytanie: kim był dla mnie w tych minionych dniach, tygodniach, a kim chcę, aby był dla mnie „jutro”? Dlaczego jest ono – pomimo wszystko – istotne? Pierwszy człon zaprasza nas do rachunku sumienia, drugi ukazuje nam, że szlak pielgrzymki wiary wciąż jest przede mną, a póki tak jest, mam szansę na zmianę.

Jezus najpierw pyta o to, co Apostołowie o Nim usłyszeli od ludzi. Udzielenie tej odpowiedzi wydaje się być proste – łatwo jest cytować innych. Apostołowie dość szybko przytaczają opinie innych. Czynią to jednak niczego nie dodając od siebie. To nie jest ich odpowiedź, nie są w nią zaangażowani osobiście, a przecież relacja z Jezusem takie zaangażowanie zakłada. Nie można o Nim mówić, głosić Go, nie będąc z Nim w indywidualnej relacji, nie znając odpowiedzi na pytanie, Kim On jest dla mnie. Jeśli nasze głoszenie będzie tylko przytaczaniem cytatów – nie będzie autentyczne. W nasze zbawienie Bóg zaangażował się cały – włączył w to dzieło całą swoją wolność, niezależność, swoje pragnienie i miłość. Dokonał wyboru sposobu dokonania tego dzieła – wybrał misterium Wcielenia, Męki i Zmartwychwstania. Oddał siebie całego w tym dziele naszego ocalenia, odkupienia. Cytując innych – sami stawiamy się nieco z boku. Dlatego Jezus zaprasza do kolejnego kroku. Ale jest jeszcze coś jakby pomiędzy. Te dwa pytania, jakie Chrystus stawia w tej perykopie mają również na celu oczyszczenia. To, co mówią inni nie musi być od razu pełną prawdą. Dlatego – jaki w sobie noszę obraz Boga i czy oczyszczam ten obraz w świetle Bożego Słowa? A może po prostu myślę jak ci inni ludzie i nawet nie zadaję sobie trudu, aby dojść do Prawdy? „A wy za kogo Mnie uważacie?” – Jezus zadaje to pytanie w bardzo specyficznym miejscu. Cezarea była greckim miastem poświęconym bogu Panowi – pasterskiemu bożkowi; z okolicznych jaskiń tryskały naturalne źródła. Herod Wielki zburzył świątynię i zbudował świątynię dla cezara Oktawiana. Dokoła znajdował się masyw góry Hermonu. Jezus zadaje swoje pytanie o to kim jest dla uczniów i mówi do Szymona, że jest Skałą – gdy patrzą na rozwalone kamienie pogańskich ołtarzy (kamienie te Żydzi utożsamiali z demonami, z siłami nieczystymi). Hermon, kamienie – to naprawdę była wyjątkowa sceneria na takie słowa Pana. Jezus jakby specjalnie wybrał właśnie taką scenerię na zadanie tego pytania. „Wybierz, kim dla ciebie jestem”. Jednym z wielu czy Bogiem Jedynym? Jakże może być „jednym z wielu”, skoro „nie można służyć Bogu i Mamonie”? Nie da się nie dokonać wyboru. Jest jeszcze jeden wybór – jaką „skałą” będzie Szymon?

Na pytanie Jezusa odpowiada już tylko Szymon – Piotr. Tu już nie ma chóru odpowiedzi. Ten uczeń daje odpowiedź, ponieważ otworzył swoje serce na łaskę i wśród zamieszania mnogości opinii, zdobył się na chwilę uważności, aby wsłuchać się w to, co Pan mówi w jego sercu i do czego chce go podprowadzić. I Pan mu odpowiada: to wyznanie nie chodzi z „ciała i krwi”, czyli z człowieczeństwa Szymona, nie jest jego, ale jest łaską. Wiara jest łaską. To zdanie ma Szymona, jak i nas, nauczyć pokory, przypomnieć o pokorze. To, że świadczymy o Panu – choć wymaga naszej odpowiedzi i zaangażowania – nie jest naszym „wyczynem”. To, że wierzymy, idziemy za Chrystusem – jest łaską, a nie wynikiem naszej działalności czy też zasługą. Miłość jest darmowa i tu nie ma w ogóle mowy o kategorii zasługiwania. Bóg nas kocha bo jest Miłością. I dlatego wlewa w nasze serca wiarę, abyśmy uczyli się Go rozpoznawać. Szymon dokonał niezwykle istotnego wyznania, ale nie można tylko na wyznaniu poprzestać. Trzeba je jeszcze w sobie pielęgnować – nosimy je bowiem, tak jak łaskę wiary, w glinianym naczyniu, które jest nieustannie narażone na poobijanie. A czym je obijamy? Naszymi ideami. Próbujemy Boga szufladkować w naszych kategoriach, nakładać na Niego kalki naszych emocji, czynów, postaw, reakcji – dlatego obraz Boga w naszych sercach musi nieustannie podlegać oczyszczaniu. I między innymi dlatego też Bóg daje nam Kościół Święty.

„O głębokości bogactw, mądrości i wiedzy Boga! Jakże niezbadane są Jego wyroki i nie do wyśledzenia Jego drogi! Kto bowiem poznał myśl Pana albo kto był Jego doradcą? Lub kto Go pierwszy obdarował, aby nawzajem otrzymać odpłatę?” – te słowa z dzisiejszego drugiego czytania, czyli z kolejnego fragmentu Listu św. Pawła  do Rzymian, wspaniale pasują do dialogu Jezusa z Szymonem. „Kto poznał myśl Pana?” Apostoł później będzie próbował być „doradcą” Jezusa, kiedy będzie Go wstrzymywał przed Męką, nie mogąc zgodzić się, że Mesjasz może cierpieć i być odrzucony, a nawet umrzeć. Dlaczego nie mógł się na to zgodzić? Bo znów spojrzał na Jezusa swoimi oczyma, a nie w świetle łaski wiary. I dlatego – wracając do tych dwóch pytań, które postawiłam na początku: odpowiedź, jaką udziela, za łaską Pańską, Szymon, jest odpowiedzią potwierdzoną następnie przez Jezusa i to ta odpowiedź powinna promieniować, przenikać odpowiedź na pytanie: kim chcę, by Pan był dla mnie. Znając odpowiedź potwierdzoną przez Jezusa, możemy zweryfikować, czy właściwie postrzegaliśmy Pana „wczoraj” i czy odpowiedź Jezusa udzielana „dziś” jest zgodna z naszym pragnieniem na „jutro”? A może „jutro” znów chcemy tworzyć własny „model Boga”?

Głębokość Bożej mądrości jest dla nas nie do przeniknięcia i pozostaje nam to uznać – po prostu, bez cienia goryczy czy złości, jakiegoś oburzenia. Zgodzić się, że Bóg jest tajemnicą, a wiara łaską. Izrael oczekiwał Mesjasza, ale rozpoznał Go nie uczony w Prawie, lecz prosty rybak. Gdybyśmy zobaczyli tę perykopę w kontekście całego rozdziału 16 i początku 17 – zauważymy, że scena w Cezarei rozegrała się – być może – sześć dni przed Przemienieniem Pana, które miało miejsce w kontekście święta namiotów. Lecz sześć dni przed tym świętem, było inne, równie ważne dla Żydów, święto: Jon Kippur – święto związane z odpuszczeniem grzechów, podczas którego ofiarowano dwa koziołki: jeden był wypędzany na pustynię, drugi – zabijany w świątyni; tego dnia kapłan raz jeden w ciągu roku wchodził za zasłonę miejsca Świętego oraz wypowiadał Święte Imię Boga. To działo się w Jerozolimie, podczas gdy Szymon, rybak, wśród kamieni pogańskich ołtarzy, w bliskości masywu Hermonu, wyznawał Boga: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego. Wyczuwamy ten kontrast, wyczuwamy to porównanie zastosowane w Bożym przesłaniu? Rozpoznajemy, gdzie dokonuje się prawdziwe rozeznanie Pana.  

Gdy Szymon wypowiada wyznanie, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Boga żywego – Jezus objawia, mówi Szymonowi, kim jest Szymon: jest Piotrem, Skała. Jest Skałą przez to wyznanie, przez to, że przyjął łaskę Bożą. Kiedy poznajemy Pana, poznajemy i siebie, a jest to poznanie w Jego świetle. Jakże bardzo tego poznania nam potrzeba! Jakże bardzo błądzimy, gdy nie wiemy, kim jesteśmy. Jezus wraz z wyjawieniem Szymonowi jego nowego imienia, przekazuje swojemu uczniowi szczególną misję. To wpisuje się w biblijną symbolikę imienia – w Biblii imię oznaczało całą istotę, powołanie, misję człowieka. Wypowiedzenie imienia było bardzo istotnym aktem. Powiedzieć komuś swoje imię, oznaczało swoistego rodzaju podzielenie się sobą samym. Scena z dzisiejszej perykopy to scena wzajemności. Na nasze otwarcie się na łaskę Pana, Jezus odpowiada bardzo hojnie.

Szymon wraz z imieniem otrzymuje misję od Pana: ma być opoką (bo to oznacza jego nowe imię) i otrzymuje od Jezusa klucze królestwa niebieskiego: „cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie»” – mówi mu Chrystus. Wiemy, że to scena ustanowienia prymatu piotrowego, który przenikać będzie Kościół Święty. Tylko autor tej Ewangelii pisze o kluczach  i ustanowieniu prymatu piotrowego. Temat władzy kluczy odnajdujemy także w pierwszym czytaniu z księgi proroka Izajasza. Powołanie jest łaską. Misja, jaką otrzymujemy od Pana – jest łaską. Prymat piotrowy nie jest zasługą Szymona-Piotra. Wynika ona z daru Bożego i Bożej woli. Obraz z księgi proroka Izajasza jest bardzo dobitny w opisaniu nienaruszalności władzy danej przez Boga. „…on będzie ojcem dla mieszkańców Jeruzalem oraz dla domu Judy” – słyszymy w tym pierwszym czytaniu. Władza i bycie ojcem. Myślę, że to bardzo ważne zdanie. Bóg mówi o władzy klucza, o tym, że będzie ów wybrany nieporuszalny, będzie jak „tron”, ale jednocześnie – „on będzie ojcem”. Mam wrażenie, że to nie może nam umknąć. Określenie: będzie ojcem – czyż nie budzi w nas zaufania, nie wprowadza nas w dużo bliższą relację, a przede wszystkim, na tym kto zostaje do tego powołany, kładzie obowiązek troski o „mieszkańców Jeruzalem oraz domu Judy”. Nie dominacja dla dominacji, ale ojcowska troska o tych, którzy zostali mu powierzeni. Jak wspomniałam, choć scena dialogu Jezusa z Apostołami w Cezarei Filipowej opisali i pozostali ewangeliści, to jednak w Ewangelii wg św. Mateusza, znajdujemy ten szczegół: słowa Jezusa skierowane bezpośrednio do Piotra. Ta Ewangelia skierowana tych chrześcijan, którzy wywodzili się z judaizmu – stąd w tej Ewangelii tyle odniesień do starego Testamentu i nacisk na ukazanie Jezusa jako zapowiedzianego Mesjasza. W tej też Ewangelii bardzo istotna jest postać „ucznia” – te rozdziały są napisane dla ucznia, a wspólnota Kościoła potrzebowała tych słów o prymacie Piotra, czyli słów o strukturze, o źródle Kościoła, jakim jest sam Chrystus; to On ustanawia Kościół.  

Piotr określił Jezusa w relacji do Ojca. Jezus określa Piotra w tym samym kierunku, wskazując, że wyznanie, które Szymon uczynił było objawieniem danym przez Ojca. Tak Ojciec ukazany jest jako źródło wszystkiego. Scena ta ma w sobie coś z efektu lustrzanego odbicia: Szymon mówi do Jezusa: Ty jesteś – i Jezus mówi do ucznia: ty jesteś. Szymon określił misję Jezusa: jest Mesjaszem. Jezus posyła ucznia do szczególnej misji: ma być opoką. Oboje w swoich wypowiedziach odwołują się do właśnie do Ojca.

Jezus nazywa ucznia „błogosławionym” czyli szczęśliwym. To określenie w Ewangelii wg św. Mateusza pojawia się kilkakrotnie i skierowane jest do tych, którzy należą albo będą należeć do wspólnoty Jezusowych uczniów. To błogosławieństwo jest odpowiedzią na otwartość Szymona na łaskę Ojca. „Ciało i krew” to określenie człowieka. Nasze własne siły nie są źródłem poznania prawdy o Bogu. „Zaprawdę Pan jest wzniosły, patrzy łaskawie na pokornego, pyszałka zaś dostrzega z daleka. Panie, Twa łaska trwa na wieki, nie porzucaj dzieła rąk swoich” – tak modlimy się dziś wraz z Psalmistą. W obcowaniu z Tajemnicą, potrzeba pokory oraz tego zawierzenia, że łaska Pana trwa na wieki. Zaufać Jego słowom, zaufać Jego obietnicom. Jeśli tak staniemy wobec Pana – nie musimy lękać się odpowiedzi, Kim On dla mnie był, a Kim jest – Kim On pragnie dla mnie być? Pozwolić, by Bóg mi o sobie powiedział – bym w Nim mógł i siebie poznać, swoją misję wynikającą z Jego pragnienia wobec mnie.

s. M. Teresa od Jezusa Królującego w Boskiej Eucharystii OCPA