XVII Niedziela zwykła (rok A)
„Proś o to, co mam ci dać” – powiedział Bóg do Salomona. Myślę, że jest to bardzo ważne pytanie. Pan przychodzi do króla w nocy, we śnie. Są tylko On i syn Dawida. Są sami – poza codziennym tempem, poza spojrzeniem innych osób i ich oczekiwań. Salomon – przez to pytanie – spotyka się nie tylko z Bogiem, ale także z sobą samym. Musi odpowiedzieć na pytanie nie według jakiegoś schematu poprawności, ale według tego, co poznaje w swoim sercu. Aby odpowiedzieć na to pytanie, musi poznać, czego pragnie, a paradoksalnie nie zawsze jest to łatwe pytanie. Pędzimy gdzieś, obracamy się w różnych schematach, obserwujemy innych, przejmujemy się swoimi zadaniami, mamy swoje marzenia, zderzamy się z rzeczywistością, ale czy w tym wszystkim nie gubimy swoich najprawdziwszych pragnień? Czy ja wiem czego chcę? Nie to co ktoś ode mnie oczekuje, ale to, czego ja chcę naprawdę – czyli co ja rozpoznaję jako wartości najprawdziwszą dla mnie osobiście? Pragniemy tego, co jest dla nas ważne.
Salomon „zapunktował” u Pana tym, że nie skupił się na dobrach doczesnych, na bogactwie, sławie i ludzkim uznaniu, ale spojrzał dalej, głębiej. Zrozumiał, że spoczywa na nim odpowiedzialność nie tylko za siebie samego, ale także za innych, nad którymi z woli Pana został ustanowiony królem – dlatego poprosił o dar mądrości, o „serce rozumne do sądzenia ludu i rozróżniania dobra od zła”. To właśnie te cechy Salomon uznał za najważniejsze i taki wybór pochwalił Bóg. W tym kontekście możemy odczytać słowa św. Pawła – Bóg współdziała z nami dla naszego dobra, współdziała w takich dobrych wyborach, bo ma na względzie nasze dobro wieczne, ostateczne. Ale Salomon wraz z tym darem, o który poprosił i za który został pochwalony, otrzymał i inne dobra. Łaska pociąga łaskę za sobą, a Boga nigdy nikt nie wyprzedzi w hojności.
O takim poszukiwaniu i dokonywaniu wyborów słyszymy także w dzisiejszej perykopie ewangelicznej. Odnaleźć skarb – to nie dzieje się tak z automatu. Potrzeba zaangażowania i wysiłku również z naszej strony. Współpraca Boga z nami dla naszego dobra nie jest przyzwoleniem na naszą bierność. Zaufanie to nie oczekiwanie z założonymi rękoma. Bóg jest hojny, ale ostatecznie czeka na naszą decyzję. Niczego nie da nam na siłę i wbrew nam. Będzie czekał, aż sami odkryjemy ów skarb. To kolejna niedziela, w której wsłuchujemy się w przypowieści. Jezus używa tego języka, aby pobudzić nas do myślenia, do refleksji. Słowo nas zatrzymuje. Dajmy sobie czas na to zatrzymanie.
Zarówno ten, który znalazł skarb, jak i ten, który znalazł perłę, odkrywszy to, co najcenniejsze i czego tak szukali, zostawili ów skarb, ukryli go ponownie, poszli, aby sprzedać wszystko i powrócili, aby go nabyć. Królestwa nie da się ukraść. Ta kolejność czynności, czyż nie przypomina scen powołania przez Jezusa? Chrystus powiedział pewnemu człowiekowi: jeśli chcesz być doskonały, sprzedaj to, co masz, rozdaj to, a potem przyjdź i pójdź za Mną. Pan jest dla nas największym Skarbem. Aby Go w pełni odkryć i przyjąć, musimy być wolni – zdobycie tej wolności symbolizuje sprzedanie i rozdanie wszystkich innych dóbr, tego wszystkiego, co nie jest Nim. Ci ludzie z dzisiejszych przypowieści, sprzedają wszystko, co mają, aby zyskać jeden skarb, jedną perłę. Zastanawiałam się, jak rozumieć owo „kupienie” – czy jako wymianę dóbr? Zwykły handel? A może jako zaangażowanie i świadome zrezygnowanie z czegoś mniejszego dla uzyskania czegoś większego? A może to jest właśnie ta odpowiedź na pytanie postawione Salomonowi?
Bóg daje się znaleźć tym, którzy Go szukają, tym, którzy Go naprawdę pragną. Żeby czegoś szukać, trzeba wiedzieć, czego się szuka. Czego pragnę w życiu? Na czym mi tak bardzo zależy i ile jestem w stanie za to dać, ile poświęcić? Skarb Królestwa jest ukryty, ale to nie znaczy „niedostępny”. Obraz roli nasuwa mi na myśl obraz naszego życia. Jezus powiedział swoim uczniom, że Królestwo jest blisko nich. Królestwo nie jest ukryte daleko. Jest blisko. To, co Boże nie jest daleko od naszej rzeczywistości. Nie jest oderwane od naszej codzienności. I to właśnie w niej powinniśmy to odkrywać. Czasem jednak to, co tak bliskie – jest najbardziej dalekie.
Zauważmy jeszcze przypowieść o sieci. To bardzo podobna historia do tej sprzed tygodnia. Jest taki moment, kiedy chwast i dobre zboże rośnie razem. Jest taki moment, kiedy w jednej sieci są złowione razem wszystkie ryby – bez selekcji – duże i małe. Jest taki moment, kiedy z sądem trzeba „zaczekać”, bo to Bóg jest Panem czasu. To też wybrzmiewa w dzisiejszej perykopie. Łowiąc, nie można dokonać selekcji i wszystkich ryb pogrupować jasno i konkretnie. Uczniowie Jezusa są powołani, aby głosić Ewangelię każdemu – gdyby zaczęli „wybierać” słuchaczy, segregować ich, zaprzeczyliby braterstwu dzieci Bożych. W momencie głoszenia nie możemy oceniać tych, do których mówimy, tych, którym niesiemy Dobrą Nowinę. Głosimy wszystkim. I nie nam oceniać efekty tego głoszenia. Pozwólmy Bogu być Sędzią – On i tak nim jest. Ważnym wydaje się także to, aby zatrzymać się przy obrazie momentu wyciągnięcia sieci w morza. Jak wiemy, morze jest w Biblii symbolem siedzimy tego, co złe; siedziby demonów. Sieć królestwa niebieskiego wydobywa nas z tej otchłani ciemności i śmierci. Ten moment wyciągnięcia sieci to chwila naszego ocalenia.
Królestwo Boże zostało porównane do sieci, która zagarnia ryby, ale przychodzi moment selekcji. Nie można należeć do królestwa bezwarunkowo. To trochę jak z tą przypowieścią o uczcie – gospodarz będzie chodził i gdy ujrzy, że ktoś jest w nieodpowiednim stroju, zostanie ów człowiek wyproszony, wyrzucony z uczty. To, co my określamy mianem „teraz”, jest czasem połowu – aż sieć stanie się pełna i nastąpi koniec. Czas połowu to czas głoszenia, czas świadectwa, czas przebaczenia. I to właśnie owo „teraz” należy do nas. Ów „koniec” – już nie jest nasz. Jednak wyrok jaki zapadnie na „końcu”, piszę w tym, co „teraz”. Wiemy, że będziemy sądzeni na podstawie prawa wolności. Jak korzystam z wolności i czym ona dla mnie jest? A może zadajmy jeszcze inne pytanie – dlaczego dałem się złowić w sieć królestwa Bożego? Czy to był przypadek, a może świadomie wpłynąłem w te sieci? Czym dla mnie jest więc pobożność? Ucieczką, koniecznością, tradycyjnym rytuałem, spełnianiem oczekiwań innych, a może magicznym zaklinaniem rzeczywistości? A może wreszcie jest dla mnie osobistą relacją z Panem, moim Zbawicielem? Sąd będzie przyjęciem odpowiedzialności za naszą postawę „teraz”.
Perykopa kończy się przypowieścią o ojcu rodziny, który w swojej mądrości, wydobywa ze skarbca rzeczy nowe i stare. Zauważmy, że Pan nie lekceważy ani tego, co dawne ani tego, co nowe. W skarbcu jest miejsce dla obu tych rzeczy. Sztuka polega na umiejętności rozeznawania i przyjęcia. Nie odrzucić z pogardą tego, co stare czyniąc bożka z tego, co nowe. Nie pogardzić tym, co nowe dlatego, że nie jest stare. Jezus nie przyszedł – jak sam powiedział – ani znieść Prawo, ale aby je wypełnić. On to, co dawne napełnił sobą i uczynił nowe. Ojciec rodziny wydobywa jednocześnie i stare i nowe, bo tu nie chodzi o obwarowanie się w twierdzy skrajności. Naszym dziedzictwem jest zarówno to co stare, jak i to, co nowe. Chodzi też o harmonię i równowagę. Tym ojcem rodziny Jezus nazywa uczonego w Prawie, który staje się uczniem królestwa niebieskiego. Dostrzeżmy to przejście: od uczonego do ucznia. W aklamacji przed śpiewem Alleluja słyszymy słowa Chrystusa do Ojca: „wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że tajemnice królestwa objawiłeś prostaczkom”. W dzisiejszym fragmencie Ewangelii nie brakuje „tajemnic królestwa niebieskiego”. Jak słucham tych przypowieści – jako uczony czy jako uczeń? Uczeń staje się ojcem rodziny. Uczeń – ta postawa ma w sobie pokorę. Uczony – uczy innych, ale czy sam jest otwarty na ciągłe uczenie się? Rozstrzyga i ocenia, ale jak reaguje, gdy sam zostaje oceniony? Uczeń królestwa niebieskiego wydobywa ze skarbca stare i nowe, czyli przyjmuje całego Boga, cały Jego plan zbawienia. Pan pyta słuchających Go Apostołów i innych: „zrozumieliście to wszystko?” Oni odpowiadają: „tak”. A jaka dziś będzie moja odpowiedź na przypowieść o skarbie, perle i sieci? Jeśli odpowiem, jak oni, że zrozumiałem, Pan powie mi jeszcze o uczniu, który podobny jest do ojca rodziny. Pan pyta o zrozumienie „wszystkiego” – bo Jego nauki nie można przyjmować wybiórczo – dlatego potem powie o wydobywaniu starego i nowego razem, z jednego skarbca. Nauka Jezusa jest całością i jako całość ma kształtować nasze życie – i to zarówno gdy chodzi o dar wolności, gdy chodzi o pytanie o wartości, jakimi się kierujemy i czego w życiu pragniemy oraz poszukujemy. Co ja wydobywam i co ja podaję innym? Czy jest to „prawdziwy” Chrystus, nasz Jedyny Skarb? Tylko w Nim i z Nim możemy zrozumieć to, co „stare” i zarazem On jest tym, co „nowe”. Jak napisał do Koryntian św. Paweł: zasłona Starego Testamentu została zdjęta tylko przez Chrystusa. Wydobywanie skarbu i podawanie go innym winno być naszą radością i to przy tej czynności powinien nas zastać Pan „na końcu”.
W dzisiejszej kolekcie modlimy się, abyśmy pod Bożymi rządami „dobrze używali rzeczy przemijających i nieustannie ubiegali się o dobra wieczne”. To bardzo ważna modlitwa, bo uznajemy w niej prymat Boga i Jego władzę, a jednocześnie prosimy o dobre wykorzystanie daru wolności, jaki otrzymaliśmy, gdyż Bóg w swej władzy nie jest tyranem. Dlaczego mówię o darze wolności? Bo właśnie dobre, właściwe używanie, korzystanie z dóbr przemijających i zarazem pamięć o tym, że naszym celem winny być dobra wieczne, jest tym mądrym wykorzystaniem wolności – więcej nawet, jest samo w sobie przejawem wolności, bo tylko człowiek w pełni wolny, świadomy swojej wolności, będzie mądrze korzystał z dóbr doczesnych (czyli przemijających) pamiętając o celu jakim są dobra wieczne. Człowieka, jako stworzonego na obraz i podobieństwo Boga, nie może zadowolić to, co ziemskie – dlatego św. Augustyn pisał, że niespokojne jest nasze serce, dopóki nie spocznie w Bogu, czyli w naszym najwyższym dobru wiecznym. Wyznajemy dziś wszak wraz z Psalmistą, że to Pan jest „moim działem”, dlatego „bardziej miłuję Twoje przykazania niż złoto, niż złoto najczystsze”. Jak ukazują nam dwie pierwsze przypowieści – nie wystarczy tylko odnaleźć skarb i go rozpoznać, uznać jego wartość. Potrzeba jeszcze decyzji z naszej strony, co z tym odkryciem uczynimy. Umiłowanie Jezusa, jako Jedynego Skarbu, czyni nas wolnymi wobec tego, co doczesne, przemijające. Pierwszym krokiem jest zdecydowanie, co ma dla nas wartość największą, a potem kolejnym krokiem jest dokonanie decyzji i przyjęcie odpowiedzialności za nią. Nie można uznać Jezusa za Pana i jednocześnie całym sercem podążać za dobrami przemijającymi. Nie da się jednak uznać Jezusa za Skarb, nie otworzywszy swojego serca na poznanie Go. Nie można kochać kogoś kogo nie znamy. A poznając coraz bardziej – coraz bardziej miłujemy. To ta miłość i rozradowanie się odnalezieniem jej, jest tą siłą, która daje nam zdolność „sprzedania wszystkiego”, powrotu i pójścia za Panem.
s. M. Teresa od Jezusa Królującego w Boskiej Eucharystii OCPA
