XIV Niedziela zwykła (rok A)

W dzisiejszej liturgii Słowa Boże przebija radość i uwielbienie. Obecność Boga z nami – w pokornej i cichej postaci, acz wszechmocnego, łagodnego i miłosiernego, Pana nad panami – czyż nie jest wystarczającym powodem  do radości i pieśni uwielbienia? Dziś jesteśmy świadkami szczególnej modlitwy Pana Jezusa. To modlitwa Syna do Ojca, to modlitwie uniesienia duszy, skierowanie spojrzenia „we właściwym” kierunku. Chrystus uwielbia Ojca za Jego wolę, za to, że wielkie rzeczy objawił „małym”.

Pierwsze czytanie przywołać może nam na pamięć wjazd Pana Jezusa do Jerozolimy – pokorny Król na oślicy. Dziś Pan chce „wkroczyć” do naszego serca, do naszego życia, które po chrzcie powinno być już naznaczone Jego Duchem. Nie wejdzie przemocą. A skoro On tak się uniża, czyż nie do tego samego nas zaprasza? Do takiej właśnie postawy pokorny? Pyszny jest „przepełniony”, a więc niezdolny, by przyjąć łaski Pana, bo zapatrzył się w swoją własną „samowystarczalność”. Słowo „prostaczek” może nam się źle kojarzyć, ale tu nie chodzi o właśnie ten negatywny wydźwięk tego określenia. Jezus powiedział, że ci, którzy staną się jak dzieci wejdą do królestwa niebieskiego. Dzieci – czyli ci, którzy są prości, pełni ufności i zdolni złożyć swoje życie w ręce Ojca od Niego wszystkiego oczekując.

„Jesteśmy więc, bracia, dłużnikami, ale nie ciała, byśmy żyć mieli według ciała. Bo jeżeli będziecie żyli według ciała, czeka was śmierć. Jeżeli zaś przy pomocy Ducha zadawać będziecie śmierć popędom ciała – będziecie żyli” – tak kończy się dzisiejsze drugie czytanie, czyli fragment z Listu św. Pawła do Rzymian. Ciało jest świątynią Ducha Świętego. Ciało nie jest czymś gorszym, czymś nieważnym. Nie jest więzieniem dla duszy, jak sądzili starożytni. Nasze człowieczeństwo jest uświęcone misterium Wcielenia Chrystusa. A jednak mimo to, nie możemy zatrzymać się tylko na ciele. Ono jest naszą drogą, nie celem i końcem. Dlatego św. Paweł pisze, że nie jesteśmy dłużnikami ciała, czyli dłużnikami cielesności, doczesności. Należymy do wieczności. Dlatego mamy być posłuszni Duchowi Bożemu, Jego prawom i naukom, Jego prowadzeniu, a nie ulegać wszystkim swoim „popędom”, czyli impulsom, zachciankom. Mamy żyć rozumnie, czyli w postawie rozeznawania, podejmując refleksję, przemyślenie. Naszym odniesieniem, najważniejszym „punktem orientacyjnym” jest Bóg. Św. Klara z Asyżu pisała, że Chrystus jest zwierciadłem, w którym powinniśmy się wciąż przeglądać. Ujrzeć siebie w Jezusie, to znaczy skonfrontować swoje postępowanie, swoją postawę, z Jego czynami i nauką. Dlatego św. Paweł stwierdza, ale dla nas może to zabrzmieć jak pytanie: czy żyjemy według Ducha? Przynależność do Chrystusa, chrzest święty, wprowadza nas na „nowe tory” życia. To życie Duchem prowadzi do pełni Chrystusowej, do której mamy dążyć.

Tak, Jezus jest naszą Pełnią, bo to Jemu wszystko przekazał Ojciec. Ojciec i Syn są Jednym, a ową więzią jedności i miłości jest właśnie Duch Święty. Tajemnica relacji wewnątrz Trójcy Najświętszej przerasta nas, ale Jezus zaprasza nas do relacji. On zaprasza nas do siebie, do wspólnej drogi z Nim. Ale jest to zaproszenie szczególne. Bo nie oznacza tylko: przyjść, odpocząć. Jezus zaprasza do wspólnoty, która oznacza wspólną drogę. Nie mówi: przyjdź, utrudzony do mnie, usiądź i nic już nie rób. Nie, niczego takiego w dzisiejszej perykopie nie słyszymy. Jezus obiecuje pokrzepienie, ale będzie się ono dokonywało właśnie w przestrzeni wspólnej drogi. Jezus pokrzepi nas, gdy do Niego przyjdziemy – owo przyjście zakłada w sobie uznanie swojego utrudzenia i obciążania, a cóż nim jest jeśli nie nasze słabości, grzech, to, z czym się zmagamy zarówno zewnętrznie jak i wewnętrznie? To pokrzepienie dokona się w przyjęciu przez nas Jego jarzma. On weźmie to, co nasze, a my przyjmiemy to, co Jego. Możemy w tym widzieć obraz przyjęcia Ewangelii i Jezusowej nauki. To na tej drodze mamy się od Pana uczyć i możemy się od Niego uczyć, bo jest On „cichy i pokornego serca”. Przeżywanie tej drogi, tej nauki, wejście do szkoły Ewangelii w takim duchu relacji i zawierzenia, swoistego rodzaju wzajemności, zamienia jarzmo w coś lekkiego i słodkiego. Przypomina mi się hagiograficzny opis dotyczący św. Franciszka, ale także to, co on sam napisał w swoim Testamencie: gdy wybrał Chrystusa i wszedł na drogę ewangelicznego nawrócenia, ewangelicznej pokuty, to, co wcześniej wydawało mu się gorzkie – zamieniło się w słodyczy i odwrotnie, to, co uznawał za słodycz – stało się mu gorzkie. Święty odnosi to w dużej mierze do swojego spotkania z trędowatym i zmiany swojej postawy wobec nich. Bardzo lubię tę scenę, bo jest ona niezwykle bogata w symbole i duchowe przesłanie. Franciszek, aby autentycznie spotkać się z trędowatym, musiał zejść z konia – stanąć z nim na równi. Dziś widzę w tym obrazie spotkanie z sobą samym i prawdą o swoich niedoskonałościach, o słabościach. Można uciekać i udawać, że nie widzi się swojej grzeszności i tego, co jeszcze we mnie daleko jest od Pana – a można się zatrzymać, zejść z „konia” swoich wyobrażeń o sobie, mniemania o sobie i spotkać się ze sobą, czyli przyjąć siebie. Nawrócenie dokonać się może jedynie w prawdzie i w szczerości. Utrudzenie, obciążenie może być ową goryczą, ale jeśli nasze trudy i cierpienia będziemy przeżywać w zjednoczeniu z Panem, ale i w prawdzie o sobie – wówczas owa gorycz może stać się słodyczą wspólnie z Panem niesionego jarzma, czyli naszego współuczestnictwa w Jego dziele miłości. Ale ta perykopa mówi również o wyjątkowej bliskości Boga. Jakże trzeba stanąć blisko siebie, aby móc wspólnie, równo, nieść jarzmo? Jest to możliwe, bo Jezus jest „cichy i pokornego serca”. I to do odnajdywania pokrzepienia w pokorze i cichości serca nas dziś Pan zaprasza. Perykopa rozpoczyna  się wysławianiem Ojca, „Pana nieba i ziemi”, a kończy się wyznaniem Jezusa o sobie samym: „jestem cichy i pokornego serca”. To jedna i ta sama prawda o Bogu. Dla nas jest On cichy i pokorny, abyśmy my mogli zbliżyć się do Niego.

Ale w dzisiejszej perykopie – od jakiegoś już czasu – bardzo zatrzymuje mnie inne zdanie. Zresztą, dobrze znamy dzisiejszy fragment Ewangelii i pewnie słuchamy go nieco z pozycji: już wiem, co dalej będzie napisane. Jest oczywiście postawa niewłaściwa, bo zamyka ona nasze serca i umysły na Boże prowadzenie, na poruszenie Ducha, a przecież Słowo Boże jest zawsze żywe i skuteczne. Więc mnie zatrzymuje zdanie: „Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie”. Oto postawa, jakiej chce mnie, nas, nauczyć Pan Jezus. Zgoda na Bożą wolę, na to, aby działo się „według Jego upodobania”. W życiu spotykamy się z różnymi sytuacjami, może mamy także swoje oczekiwania od Boga i nosimy w sobie Jego różne obrazy.  A tymczasem Jezus zaprasza, aby to wszystko zostawić, puścić – tylko w ten sposób serce będzie zdolne otworzyć się na to, co Bóg zaplanował. Zgoda: tak, bo Ty, Ojcze, tak chciałeś – jest niezwykle uwalniająca, ale nie może być potraktowana jako bezrefleksyjne usprawiedliwianie wszystkiego. Chodzi raczej właśnie o ową wspólną drogę z Bogiem, o zaufania i zawierzenie. To niezwykłe, że gdy Jezus się modli, nie mówi formalnie do Boga, ale ukazuje nam Go jako Ojca. „Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie” to zgoda dziecka wyrażona wobec najlepszego i najwierniejszego Ojca. Jezus objawia nam się dziś jako Syn, który chce nam pokazać Ojca.

Król zwycięski jadący na osiołku, a którego władza sięga od morza do morza, tajemnice królestwa objawione prostaczkom, jarzmo, które staje się słodkie, brzemię, które staje się lekkie – oto są Boże paradoksy. Nie powinny nas one jednak przestraszać ani zniechęcać. Raczej w duchu dziecięcym powinniśmy im zaufać. Liturgia zaprasza do uwielbienia Boga – podejmujmy więc to zaproszenie. Według kolekty czternastej niedzieli  – uniżenie Syna Bożego jest tym, co podźwignęło upadłą ludzkość. Uniżenie więc, pokora, nie jest przegraną, nie jest poniżeniem. O tę duchową radość modlimy się właśnie także w tej kolekcie. Jest ona darem od Boga dla tego, kto „otworzy się” na Jego prowadzenie. Piękny jest dzisiejszy Psalm – ukazuje właśnie Boże miłosierdzie, łagodność, troskę o każdego, Jego wierność w obietnicach i w poszukiwaniu zagubionych. Te przymioty, ten obraz Boga sprawiają, że Psalmista wołał: „będę Cię wielbił, Boże mój i Królu, każdego dnia będę Ciebie błogosławił”. Każdego dnia sławić Pana, wzywać Jego Imię – każdego dnia czyli zawsze, czyli w każdych okolicznościach.

s. M. Teresa od Jezusa Królującego w Boskiej Eucharystii OCPA