XV Niedziela zwykła (rok A)
Piętnasta niedziela zwykła w ciągu roku liturgicznego przypomina nam o znaczeniu Słowa Bożego w naszym życiu. Jest ono zawsze żywe i skuteczne. Zostaje nam one dane i ma do wykonania swoistego rodzaju misję – przemienić nas, ukształtować na podobieństwo Chrystusa, abyśmy byli miłymi Bogu. Ono jest jak deszcz życiodajny, który nawadnia ziemię i dzięki tym „kroplom” może ona wydawać owoce. Pytanie jednak, jaka jest gleba, na którą owa rosa słowa pada? Co też istotne, ów owoc ma być nasieniem dla siewcy i chlebem dla jedzącego – jak czytamy we fragmencie księgi proroka Izajasza. A to oznacza, że ów owoc Słowa, jest nie tylko dla słuchającego go, lecz ma się stać „chlebem” także dla drugiego. Bo nasze przeżywanie wiary i relacji z Panem nie jest czymś tylko i wyłącznie indywidualnym oraz nie jest wyłączone z misyjnego posłania danego uczniom przez Chrystusa. Ten owoc nie przychodzi nieraz łatwo. Ziarno przecież musi najpierw obumrzeć, co można porównać do owego wzdychaniach i jękach, o jakich pisze św. Paweł w Liście do Rzymian. Ale na końcu tego jest nowe stworzenie. Wzdychamy i jęczymy oczekując odrodzenia, bo wiemy, że doczesność nie jest naszym celem ostatecznym.
Jezus naucza tłumy w przypowieściach. Jego słowo jest jak rzucane ziarno. Jezus jest hojnym Siewcą, ktoś mógłby nawet powiedzieć, że jest rozrzutny i lekkomyślny w swoim postępowaniu, a On po prostu nie chce nikogo pominąć. Słowo Boże jest skierowane do każdego, ale ów „każdy” już sam musi zadecydować co z nim zrobi. Aby jednak dokonać tego wyboru, myślę, że warto znać siebie – wiedzieć, czy jest we mnie lęk przed jawnym wyznawaniem wiary albo nawet przed szerszym otworzeniem drzwi swojego życia Panu; czy może bardziej niż na Bogu jestem skupiony na swoich korzyściach, na tym, co doczesne; a może łatwo ulegam różnym pokusom nawet nie podejmując z nimi żadnej walki? Jakie są ciernie, jakie chwasty, zasłaniają prawdziwe piękno mojej duchowej gleby? To wszystko jest bardzo ważne. Ta znajomość siebie niezwykle pomaga w pielgrzymowaniu za Panem i otwieraniu się na to Jego dary. Łaska buduje na naturze.
Tak, może i Chrystus jest lekkomyślnym Siewcą, ale przede wszystkim jest On także pokornym Siewcą, który uczy nas wolności. Kiedy siewca idzie i sieje, to on puszcza ziarno. Już go nie trzyma kurczowo, ale rzuca w ziemię, na ziemię i pozostawia je. Potem może już tylko z oddali cierpliwie czekać na owoc swojego zasiewu. Może podlewać, może wychodzić na pole i wypatrywać, ale już nic więcej nie może uczynić. Puścił ziarno. W tej przypowieści nie ma nic o podlewaniu zasianego ziarna, ale przecież obraz podlewania możemy porównać do nauczania Kościoła. Pan nie zostawia nas samych ze swoim Słowem – dał je nam do rozważania w Kościele, abyśmy się nie pogubili, abyśmy nie utracili tego skarbu.
Zarówno pierwsze czytanie, jak Psalm i przypowieści wypowiedziana przez Chrystusa, pokazują niezwykłe zaangażowanie Boga. On cały jest obecny w tym, aby nam pomóc przejść od starego do nowego człowieka, abyśmy byli ukształtowani przez Słowo Życia; jak bardzo Mu zależy – dla naszego dobra – abyśmy wydawali piękne owoce i chwalili Go swoim życiem. To bardzo poruszający obraz i do mnie on mocno przemawia. Bóg nie stoi obok mojego życia, ale w nim jest cały obecny i tak bardzo troszczy się o mnie. To jednak nie oznacza, że słowo Boże jest łatwe i od razu je dobrze rozumiemy. Jezus o tym także mówi: słyszymy przypowieści, ale ich „nie słyszymy”. Są tacy, którzy patrzą, ale nie widzą. Bóg nie jest od nas daleko, ale to „nie widzenie” jest w nas. Tą przyczyną „nie widzenia” i „nie słyszenia”, czyli niezdolności do rozpoznania (dalej w konsekwencji do przyjęcia) jest – jak to słyszymy w dzisiejszej perykopie – zatwardziałość serca. Stępiałe uszy i zamknięte oczy. Dlatego Chrystus mówi do Apostołów, że są szczęśliwi, bo słyszą i widzą. Uczeń to ten, kto potem pozostaje ze Słowem, szuka jego wyjaśnienia, wsłuchuje się nadal – i dlatego jest szczęśliwy. Pan sam dalej będzie mu wyjaśniać słowo. Mogą więc podjąć nawrócenie, aby Pan mógł ich uzdrowić. Zauważmy tę kolejność. Nawrócić się, aby odnaleźć w Panu uzdrowienie. Nawrócić się czyli zwrócić się ku Niemu, przejść od spojrzenia w swoją drogę, do spojrzenia w tym samym kierunku, w jakim patrzy Chrystus – wówczas Pan może dokonać uzdrowienia naszego serca. Pada też ciekawe sformułowanie: zrozumieć sercem. Serce jest centrum człowieka w Biblii. To jest miejsce decyzji i dokonywania wyborów. To ono może zwrócić się albo odwrócić od Boga. Zrozumieć to coś więcej niż tylko emocjonalnie zareagować i ulec chwili.
Ta ewangeliczna scena została zapisana w trzynastym rozdziale. To prawie połowa Ewangelii wg św. Mateusza. Można więc to słowo potraktować jako swoistego rodzaju „znak stop” – nim uczeń przejdzie dalej, nim stanie wobec następnych perykop i rozdziałów, Pan zaprasza go do refleksji, jak przyjmował dotychczasowe słowo i jak zamierza, w jakim nastawieniu chce przyjąć kolejne słowo; co już usłyszane słowo zdziałało w człowieku, we mnie? Apostołowie wędrowali za Jezusem i dziś, nad brzegiem jeziora, z łodzi, Jezus zatrzymuje ich – ich i mnie. To trochę jak zaproszenie do stanięcia z boku – do zmiany perspektywy. Stanąć „obok siebie” i zweryfikować, jak wygląda moja relacja ze Słowem i – co ważniejsze – co to Słowo we mnie już uczyniło i co jeszcze może uczynić.
Jezus w przypowieściach wykorzystuje język dobrze znany swoim słuchaczom. Mówi do ludzi, którzy zajmowali się rolnictwem i znają swoją ziemię. Stosując taki język, Jezus pokazuje również, że jest bliski nich. Nie przemawia z wysokości, z pozycji kogoś wyniosłego, kto stawia się ponad nich. I to właśnie ta bliskość jest kluczem do spotkania. Trudność Słowa Bożego jest tylko „pozorna” – gdy wsłuchamy się bardziej, odkryjemy, jak staje się ono bliskie. Zobaczmy także, że kiedy ziarno pada na ziemię – wnika w ziemię – jakaż wówczas jest między nimi bliskość! Ziemia staje się łonem rodzącym owoc. Dlatego wpatrujemy się w Maryję jako ikonę doskonałego zasłuchania się w Słowo – zasłuchania, które rodzi Życie.
To, że Apostołowie pytają się Jezusa dalej o znaczenie przypowieści, oznacza, że to słowo ich zaciekawiło. Czy słowo Pana mnie jeszcze ciekawi? A może słucham już nie słuchając, czyli po pierwszym zdaniu wyłączam się, zwalniam się z uważnego słuchania, bo już tak się z tym słowem obyłem, że wiem, co będzie dalej i może nawet wiem, jaki wątek wyeksponuje komentujący to słowo? Taka postawa to też pewnego rodzaju zatwardziałość serca, skostnienie uszu i zamknięte oczy. Ciekawość łączy się z bliskością. Ciekawość przybliża nas coraz bardziej. Pytania wprowadzają nas w dialog z Panem, ze Słowem. Ale w tym dialogu potrzeba postawy cierpliwości. Bo w samej ciekawości może być ukryta niecierpliwość, pewna ekscytacja, której trudno zaczekać, a przecież proces umierania ziarna, aby wydać owoc, musi trwać. Proces dojrzewania musi trwać, jak wskazuje na to samo sformułowanie „proces”. Dlatego tak ważne jest to, jaka jest gleba, na którą pada ziarno – by zbyt szybko nie zostało ono zabrane, wykradzione, zagłuszone i zapomniane. Ta cierpliwość to zarówno postawa wobec słowa, wobec Pana, ale także wobec siebie, aby zgodzić się na to, że nie od razu ( a może i nigdy) w pełni nie zrozumiemy wszystkiego.
Ziarno, jakie rzuca Siewca jest jednakowe, ale inne są rodzaje gleby, na którą ono pada. Najważniejsza w tej przypowieści jest ziemia żyzna. Owa żyzność jest naszym powołaniem, pełnią naszego człowieczeństwa. Nie jesteśmy powołani do tego, aby nasze jestestwo zostało zdominowane przez chwasty, ciernie, zagłuszone kamieniami czy terroryzowane ptakami, które by nas okradały. W Księdze Rodzaju czytamy o ulepieniu człowieka z ziemi – Bóg użył do tego na pewno najbardziej wartościowej gliny. Ziemia, z jakiej został ulepiony człowiek, była bardzo szczególna – była nieskalana, niczym nienaruszona. Takim był człowiek przed grzechem – nic nie przeszkadzało mu w dialogu z Bogiem, nie było lęku, wątpliwości, niedowierzania. Podejmowanie trudu nawrócenia jest taką pracą nad przywróceniem ziemi żyzności. Zauważmy, że ciernie, kamienie, ptaki – są tym, co próbuje zakłócić naszą bliskość ze Słowem. Wydaje się jednak, że to właśnie na tej żyznej ziemi ma się skoncentrować słuchacz tejże przypowieści. Nie chodzi o „różne kategorie” słuchaczy, ale o obraz jednego człowieka, który jest w różnym momencie swojej historii. W duchowości mówi się o etapach. Niezależnie od naszego wewnętrznego stanu, Pan jest hojnym Siewcą. Ale także my – niezależnie od momentu swojej historii w jakim się znajdujemy – jesteśmy zaproszeni, aby być wielkoduszni w przyjmowaniu Jego ziarna. Nie możemy zatrzymać się i powiedzieć sobie: jestem ziemią pełną cierni. Nie, to nie może nas zadowolić. Uprawianie ziemi to proces. Wiem, to pojęcie już dziś się pojawiło w tym rozważaniu. Ale właśnie ono w sobie także nosi wezwanie do cierpliwości. Nie zawsze wszystko wyjdzie. Czasem nie od razu ujrzymy owoce naszego trudu. Siewca także – rzuciwszy ziarno, idzie dalej. Czasem w ogóle nie ujrzymy owoców, a może nawet będziemy musieli wykonać kilka kroków do tyłu, a nie do przodu. Ale ten proces, podejmowana praca, jest także obrazem odzyskania kontroli. Nie jesteśmy widzami naszego życia, jego biernymi obserwatorami ani nie jesteśmy poddani „ślepym wyrokom losu”. Przeciwnie – jesteśmy wezwani przez Boga, aby czynić sobie ziemię poddaną, aby ją pielęgnować i uprawiać, to znaczy, aby pielęgnować swoją duszę, aby będąc współpracownikami na Bożej roli (używając języka św. Pawła Apostoła) wykorzeniać wady, a pomagać wzrastać cnotom, poskramiać namiętności, kształtować swoje odczucia, wrażliwość, wartości, kształtować swoje jestestwo – z pomocą łaskę Pańskiej – aby stawało się ono coraz bardziej świadectwem nowego stworzenia, świadectwem Chrystusa. Nie na wszystko mamy wpływ, czasem te ciernie, to trudy, sytuacje, które wydarzyły się w historii np. naszej rodziny, ale zawsze pozostaje nasza wolność podejmowanych decyzji, dokonywanych wyborów, które mają wpływ na moje „osobiste” człowieczeństwo. Zawsze jest nadzieja na odzyskanie żyznej ziemi w nas, ponieważ Chrystus umarł i zmartwychwstał ukazując nam drogę.
A skoro już o ziemi i drodze mowa: czy pomyślałem o swoim życiu, o swojej duszy, o swoim jestestwie jako o krajobrazie? Są takie obraz, jak Siewca idzie, słońce lekko zachodzi już (albo i nie) – obrazy te mają różne barwy i taki nieco nostalgiczny charakter, ale ostatecznie patrzymy na nie i myślimy: piękny krajobraz. Całkiem ładny. Ładny i piękny pięknością Boga i Jego łaski, hojnością Jego łaski i bliskości. Tak, stajemy się piękną ziemią, gdy z równą hojnością przyjmujemy Słowo Boże i pozwalamy, aby wypełniło ono w nas swoją misję. A przecież zawsze jest ono darem Ojca. „Tam gdzie przejdziesz, wzbudzasz urodzaje” – wyznajemy dziś wraz z Psalmistą. Przejście Pana zawsze jest budzące życie. Kiedy otworzymy się na Jego słowo, na Jego działanie w nas i prowadzenie (wszak On jest Dobrym Pasterzem), kiedy Mu zaufamy i zaczniemy patrzeć wraz z Nim w jednym kierunku, kiedy nasze serce zrosi Jego miłość – zachwycimy się pięknem krajobrazu wyznając dalej z Psalmistą: „Łąki się stroją trzodami, doliny okrywają się zbożem, razem śpiewają i wznoszą okrzyki radości”.
s. M. Teresa od Jezusa Królującego w Boskiej Eucharystii OCPA
