III Niedziela zwykła (rok A)
„Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło. Pomnożyłeś radość, zwiększyłeś wesele” – te słowa słyszymy w dzisiejszym pierwszym czytaniu. Każdy z nas, każde serce jest taką krainą ciemności, dopóki nie „wejdzie” w nią Chrystus, Światłość świata. Ujrzeliśmy „światłość wielką”, gdy Bóg nie lękał się w misterium Wcielenia pochylić się nad nami, stać się jednym z nas, stać się człowiekiem, aby w nas odnowić godność dziecka Bożego. Ujrzeliśmy, widzieliśmy, możemy Go nawet dotykać, spożywać – jest tak blisko. Jednak, gdy On przychodzi – mamy wybór: możemy pozostać w ciemności i nie rozpoznać Go. Gdy Bóg rozpoczynał dzieło stworzenia, rozpoczął właśnie od tego: oddzielił światłość od ciemności. Nie może być „przemieszania”. Albo należymy do światłości i postępujemy jak dzieci światłości, chodzimy w światłości – albo należymy do ciemności i decydujemy się nie wpuścić do swego wnętrza światłości. Owszem, w jej blasku wszystko widać – widok ten może wywoływać w nas poruszenie, może nawet lęk, niepokój. Wolimy uciekać przecież od tego, co dla nas niewygodne. Ale tylko ta światłość może dać nam wolność. Światłość jest tylko, co pomnaża radość, potęguje wesele. Czy wiara, czy doświadczenie spotkania z Panem, otwarcie przed Nim drzwi swojego serca, wywołuje w nas radość, czy odczuwamy wówczas radość, która jest siostrą wewnętrznego pokoju? A może przeżywamy to wszystko tylko jako rutynową pobożność, obowiązkową praktykę?
Chrystus nie dzieli. W Nim mamy tworzyć jedno. Odczytujemy dziś kolejny fragment Pierwszego Listu św. Pawła Apostoła. O kontekście adresatów wspomnieliśmy sobie tydzień temu. Dziś widzimy to jeszcze wyraźniej – Apostoł pisze do podzielonej wspólnoty, do wiernych, którzy tworzą „grupy” i wyraźnie zaznacza, że on nie chce, on nie może, przypisać sobie Bożej łaski. Bo to ową Łaską wierni z Koryntu zostali wyzwoleni z ciemności pogaństwa, przez chrzest przeszli do życia przyoblekając się w Chrystusa. Jak wiemy, św. Paweł potrafił przemawiać, a jednak ma świadomość, że samo jego słowo byłoby niczym. Prawdziwą mocą jest Krzyż Chrystusa. Pasyjność była dla św. Pawła bardzo ważna, bardzo istotna. Głoszenie Ewangelii to nie popisywanie się erudycją, lecz osobiste zawierzenie Panu, które następnie promieniuje na tych, do których zostajemy posłani.
Posłani – dzisiejsza perykopa stawia nas właśnie w centrum powołania pierwszych apostołów. Jesteśmy świadkami ich osobistego spotkania z Jezusem – spotkania, które wszystko zmienia. Zostawiają łodzie, zostawiają swoje sieci, swoje siły, codzienną rutynę, bliskie osoby… idą za Nieznanym. Słyszeli Jego słowa, widzieli cuda, które czynił, jak chodzi odzyskiwali zdrowie… . Teraz On, Mistrz z Nazaretu, staje tuż obok nich, staje tuż przy nich. Być może przyglądał się im – na pewno Jego spojrzenie było spojrzeniem miłości. Umiłowania. Patrzył z miłością Zbawiciela. Nie chciał ich dla siebie zagarnąć w tym negatywnym znaczeniu tego słowa. On był Prawdziwym Nauczycielem, nie jak ci fałszywi, przed którymi ostrzegał Koryntian św. Paweł. Chrystus powołał ich, aby oni dalej kontynuowali Jego połów. Chrystus powołał ich, aby ich posłać dalej, by „stali się rybakami ludzi”. To powołanie do bycia „rybakami ludzi” to obraz podniesienia godność – przystępując do Jezusa, odzyskujemy naszą prawdziwą godność. Nasze człowieczeństwo nabiera pełni, nabiera sensu – nasza codzienność staje się „czymś więcej”. Chrystus zawsze bowiem zaprasza nas do „widzenia dalej”.
Jezus idąc przez Galileę najpierw wszystkim głosi Dobrą Nowinę. Następnie zatrzymuje się wobec konkretnej osoby. Jako Kościół, wszyscy razem słuchamy Bożego Słowa, ale od tego „ogólnego” słuchania, musimy, powinniśmy przejść do indywidualnego spotkania z Panem.
Jezus przemierza Galileę zwaną ziemią pogan. Wynikało to z położenia tych terenów. Blisko pogranicza, ludność mająca kontakt nie tylko ze swoimi rodakami, społeczność „wymiesza’. Tu tak rygorystycznie i literalnie nie podchodziło się do religijnych rytuałów i przepisów jak w Jerozolimie. Jezus nie rozpoczyna swojej działalności w Jerozolimie, w tej duchowej stolicy, gdzie znajdowała się świątynia. Rozpoczyna właśnie o tych terenów przez faryzeuszy pogardzanych. Bo cóż dobrego mogłoby stamtąd pochodzić. Jezus idzie to tych prostych rybaków, których nawet akcent zdradzał, że nie chodzili z centrum żydowskiego świata. Ta działalność Pana jest wypełnieniem słów proroka Izajasza: mieszkańcom krainy ciemności zabłysła światłość. Chrystus idzie i zapowiada, że już blisko jest królestwo niebieskie. Aby jednak stać się jego uczestnikiem, trzeba uwierzyć, nawrócić się i właśnie: wierzyć Dobrej Nowinie. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię – czyli to tak jakby Pan mówił: wierzcie we mnie. Nawracajcie się, czyli odwróćcie się, aby spojrzeć we właściwym kierunku. A jedynym właściwym dla nas kierunkiem, jest ten w jakim spogląda Jezus. Podążać za Jego wzrokiem. Patrzeć tam, gdzie On. Patrzeć tak jak On. To jedno, ale jest jeszcze jeden kierunek. Patrzeć na Jezusa. Nie poznamy Jego wzroku, jeżeli nie zaczniemy sami wpatrywać się w Niego. Pozwolić, by spoczął na nas Jego wzrok – tak jak pozwolili na to rybacy, Piotr, Andrzej, Jan i Jakub. Gdyby nie oderwali swojej uwagi od sieci, od łodzi, od ojca i współpracowników, innych ludzi, nie dostrzegliby, że patrzy na nich „sam” Jezus. Co przeszkadza mi doświadczyć Jezusowego spojrzenia? A może to nie coś zewnętrznego, lecz przyczyna owej „nieuwagi” jest w nas? Może to jakiś lęk, obawa? A przecież Jezus przychodzi, aby dać nam wolność. Dostrzeżmy, że Jezus nada taką godność swoim uczniom, że będą oni łowić ludzi Bożymi sieciami, ale nie w swoje imię, lecz w imię samego Boga. Tak bardzo Pan im zaufał. Tak bardzo obdarował swoją łaską.
Bliskie jest królestwo niebieskie – bo Pan jest pośród nas. Owa bliskość to właśnie Wcielenie Jezusa, to Jego Człowieczeństwo i Bóstwo. To On w okruszynie Chleba i w prostocie Słowa. Bo królestwo niebieskie to nie jakieś „przybytki” i „sielanka na chmurce”. Owo królestwo to sam Jezus. „Nic” więcej. „Nikt” więcej. To nie „nic nie robienie” i nie „triumfalizm”, lecz pokora zawierzenia, pokora podążania za Jezusem. To wypełnianie w codzienności Ewangelii – to taka postawa sprawia, że to królestwo staje się realnością, takim zaczynem zdolnym do wielkich przemian.
Wierzyć Ewangelii to uwierzyć słowu Boga. To nawet więcej – uwierzyć Temu najpełniejszemu Słowu Ojca, które stało się Ciałem. To Jezus jest Dobrą Nowiną, Ewangelią – Drogą naszego zbawienia. Dzisiejsza niedziela to niedziela Słowa Bożego. Teksty liturgii trzeciej niedzieli zwykłej wpisują się w to zaproszenie, aby lekturę Słowa Bożego traktować właśnie tak bardzo osobowo, jako realne spotkanie z realną Osobą. Także powołanie pierwszych apostołów dokonało się mocą słowa. Jezus powiedział do nich: pójdźcie za Mną – i oni na to słowo zostawili wszystko i poszli za Nim. Uwierzyli słowu. Stało się ono dla nich naprawdę Słowem Życia. A jaka jest moja wiara w Słowo Boga? Czy jest ono dla mnie tą światłością, o jakiej słyszymy dziś w Psalmie? „Pan moim światłem i zbawieniem” – więc nie muszę, nie będę się lękał. Czy Słowo Boże jest tym, co mnie prowadzi? Czy daję się prowadzić Jezusowi? Co jednak niezwykle ważne, Słowo to nie może być interpretowane, odczytywane samodzielnie – lecz we wspólnocie Kościoła, w zgodzie z Tradycją, zgodnie z nauczaniem Magisterium. Słowo odczytujemy, słuchamy je w naszej rzeczywistości. Jednak jak wiemy z historii, „tylko Słowo” było uznane za herezję. Nie tylko samo Słowo, lecz także właśnie nauczanie Kościoła oraz korzystanie z takich pomocy jak kierownictwo, duchowe towarzyszenie.
Wersja krótsza dzisiejszej perykopy zatrzyma nas tylko na scenie Jezusa, który jako światłość nawiedza krainę pogrążoną w ciemności. Może to zachęta, aby doświadczyć – nie tylko tej niedzieli – Pana przechodzącego przez „moją” ciemną krainę. Zauważmy, że ewangelista nie pisze jakoby Jezus uczynił to raz. Przeszedł od punktu A do punktu B, raz zawołał: nawracajcie się i wierzcie – i na tym poprzestał. Nie. On jest ciągle w drodze, by odnaleźć człowieka. Ciągle w drodze obchodząc okoliczne wsie i miasta, przebywając w synagogach, nauczając i uzdrawiając. Bo i proces naszego nawracania trwa ciągle. My również jesteśmy ciągle w drodze. W drodze do Domu Ojca. W drodze do coraz głębszej relacji z Panem. Oby tylko te dwie drogi nie rozminęły się. Psalmista prosi Pana, wskazuje i nam, że jego jedyną troską jest to, by „mógł przebywać w Jego świątyni” kosztując słodyczy bycia w jedności z Panem. A jaka jest moja troska?
Pan jest Obrońcą naszego życia. To jest owa światłość, która powinna wszystko nam rozjaśniać, wszystko przenikać i podtrzymywać nas w odwadze. W tą zaś odwagę winna być wpisana cierpliwość. Oczekiwać w cierpliwości. I być mężnym. I ucieszyć się tym. Ucieszyć się Panem. I dać najpiękniejszą dla Niego odpowiedź: odpowiedź miłości w codziennym nawróceniu i wierze.
s. M. Teresa od Jezusa Królującego w Boskiej Eucharystii OCPA
