II Niedziela zwykła (rok A)
„Oto mój sługa…” – tak rozpoczyna się dzisiejsza liturgia Słowa. O kim mowa? Wiemy, że pieśni o Słudze z proroka Izajasza odczytywane są jako słowa o Panu Jezusie. Ale dziś odczytywana perykopa ewangeliczna kieruje nasze spojrzenie ponownie na Jana Chrzciciela. To on dziś daje świadectwo o Jezusie, wskazuje na Niego i zarazem pozwala swoim uczniom odejść do Niego. Ale czy na pewno to „tylko” Jan daje świadectwo? Bardzo mocno wskazać trzeba na rolę, na obecność Ducha Świętego. Gdyby nie On, nie byłoby i świadectwo Chrzciciela. I Jan tego nie ukrywa. Wyraźnie mówi, że to Duch właśnie pozwolił mu rozpoznać Jezusa, Bożego Baranka. „Ja to ujrzałem i daję świadectwo” – tak kończy się dzisiejsza perykopa. I to są chyba kluczowe słowa do odczytania całej liturgii Słowa tej niedzieli.
W drugim czytani św. Paweł przedstawia się wspólnocie Kościoła w Koryncie. Nie była to „łatwa” wspólnota. Korynt był miejscem, w którym chrześcijaństwo „ocierało się” o pogańskie kulty. To w tym mieście – Paweł znał je jako rzymską kolonię – potężnym i bogatym, znajdowała się świątynia Afrodyty – miejsce „kultu rozwiązłości”. Przyjęło się nawet powiedzenie: „zachowywać się jak Koryntianin” – i było ono synonimem nagiej rozpusty; było to określenie bardzo niepochlebne. Tu także odbywały się, drugie co do ważności w świecie greckim, igrzyska. Był również teatr. W skład społeczności miasta wchodzili rzymscy weterani wojenni. Istniała żydowska diaspora. Swoistego rodzaju nieczystość była „naturalna”. Do tego dochodziły wewnętrzne problemy Kościoła wyraźnie podzielonego, którego brak jedności przyprawiał Apostoła o łzy. Ton Listu również – na tle innych – był o wiele bardziej surowy. Surowość ta wynikała z wyjątkowej troski św. Pawła o wiernych. Czuł się za nich odpowiedzialny. Dlatego nie bał się zwracać uwagi, szczególnie gdy zaczęli pojawiać się „obcy nauczyciele”, a w Kościele powstawały stronnictwa. A przecież każdy podział, stawanie przeciw sobie w prześciganiu się, która grupa ma rację – jest negacją miłości chrześcijańskiej. Czy odkrywam w sobie taką troskę? Przenikała ona również serce Jana Chrzciciela. Dlatego nie mógł przemilczeć tego, co widział, tego, czego doświadczył. A jak jest z moim świadczeniem? Milczę czy wskazuję? Lecz aby wskazać, potrzeba osobiście doświadczyć, bo słowa płyną z serca. Apostołowie będą świadczyć, bo spotkali Pana. To bardzo mocno wybrzmiewa również w postawie św. Pawła – to spotkanie ze Zmartwychwstałym odmieniło całe jego życia i odtąd to właśnie Jezus Zmartwychwstały był w centrum nauczania, działalności św. Pawła, który nie lęka się wprost, nie wstydzi się jasno powiedzieć, że jego posługiwanie wynika z woli samego Boga – nie on sobie przypisał tę rolę, nie on sam siebie posłał, ale realizuje to do czego wezwał go Bóg. W całym Liście również starał się ukazać, że Kościół to nie dzieło ludzkie, nie ludzki wymysł i dlatego każda forma podziału jest wykroczeniem przeciwko Bożemu zamiarowi, który wszystkich nas razem wzywa do świętości. Kościół nie jest naszą własnością, choć my jesteśmy za niego odpowiedzialni. Powołanie każdego z nas jest darem, jest łaską, ale również i zadaniem. Kościół jest Ciałem Chrystusa, jest świętą Bożą budowlą, w której wspólnie mamy się wznosić ku górze. To w Liście do Koryntian św. Paweł będzie pisał o przyobleczeniu się w Chrystusa – nie w to, co ze świata, nie w rozpustne i „wolne” życie, ale właśnie przyobleczenie się w Tego, który pokonał grzech świata. Jednak, aby przyoblec się w Chrystusa najpierw trzeba Go poznać. Św. Paweł mógł napisać o sobie, że jest apostołem z woli Boga, bo najpierw poznał Boga. Co więcej, pozwolił wtedy pod Damaszkiem, aby Bóg zniszczył w nim Jego fałszywy obraz i objawił Pawłowi z Tarsu prawdę o jedynym Zbawicielu, jedynym Mesjaszu.
Sługa z księgi proroka Izajasza słyszy, że to zbyt mało, że trudzi się tylko dla „swoich”, dla ocalenia Izraela. Potrzeba serca otwartego, serca szerokiego, zatroskanego o każdego. Bóg posyła więc Sługę swego, aby przyprowadził do zdrojów zbawienia także tych spoza narodu wybranego. Najpierw jesteśmy świadkami dla tych, którzy są najbliżej nas, ale choć jest to nieraz jedno z najbardziej wymagających zadań, nie na nim mamy się zatrzymać. Wsłuchując się w Boże natchnienia, powinniśmy dać się prowadzić Duchowi Świętemu i idąc za Jego wskazaniami, świadczyć także wobec innych o Jezusie Chrystusie. Niewątpliwie, dzisiejsza liturgia pyta nas właśnie o tę zdolność świadczenia.
Św. Paweł znał swoją godność – i w tej znajomości nie były pychy, raczej pokorna duma; pokorna bo pełna prawdy, a pokora to prawda. Z tej godności wynikało to przynaglenie do głoszenia Dobrej Nowiny i do osobistego życia nią. Czy podobnie jest u mnie? Czy godność dziecka Bożego, godność chrześcijanina jest żywa i mocno zakorzeniona w mojej świadomości i determinuje, ukierunkowuje codzienne decyzje, postawy, wypowiadane słowa i chwile milczenia? Św. Paweł nie walczył o dusze dla siebie. W tym różnił się od fałszywych proroków i nauczycieli, od tych, którzy dzielili, chcieli przez podziały rozsypać Kościół w Koryncie (i nie tylko). Oni przygarniają dla siebie. A tymczasem, nie mamy mówić: ja jestem Pawła, ja Apollosa… – ale wszyscy winniśmy razem mówić z dumą: jesteśmy Chrystusa. Składając świadectwo nie czynię tego dla osobistej korzyści. Bo jakąż korzyść odniósł Jan Chrzciciel? Wskazał na Baranka Bożego i stało się tak, jak mógł przypuszczać, że się stanie, to znaczy: niektórzy z tych, którzy do tej pory towarzyszyli jemu nad Jordanem, poszło za Jezusem. Mógł św. Jan przemilczeć, mógł swoją wiedzę – otrzymane objawienie – o Jezusie, zatrzymać dla siebie i (być może) wtedy i uczniowie zostaliby przy nim. Nie czyni tego. Bo ponad osobiste korzyści i przywiązania stawia wypełnienie woli Bożej. Składanie świadectwa nie jest sprawą osobistej woli i kalkulacji, własnego pomysłu – to sprawa wypełniania woli Bożej. Można mieć swój plan, wymyślać sposoby głoszenia, ale ostatecznie – jeżeli Pan tym słowom i czynom nie pobłogosławi, nie napełni ich swoją łaską, będą one niczym, kolejną „akcją”, która szybko wybucha i szybko przygasa. Mowa św. Jana Chrzciciela była bardzo prosta. Wskazał na Ducha Świętego, który był jej źródłem. Wskazał na Jezusa Chrystusa i przypomniał, że to nie on jest tym, który dokonuje prawdziwego chrztu, nie na nim mają zatrzymywać swoje spojrzenie. Taka postawa to może nieraz i postawa heroizmu.
Wszyscy razem – jak usłyszymy w dzisiejszym drugim czytaniu – wezwani jesteśmy, zaproszeni, do świętości. Nie zdobywa się jej przygarniając dla siebie, zatrzymując dla siebie, ale właśnie rozsiewając ziarno świadectwa, ziarno Dobrej Nowiny. Zawsze dzisiejszy Psalm zatrzymuje mnie w szczególny sposób. Może dlatego, że dość mocno związany jest on z liturgią „powołania”. Przychodzę, Panie, pełnić Twoją wolę. Oto jestem, bo mnie wezwałeś, bo w zwoju księgi jest o mnie napisane… . Czy faktycznie radością jest dla mnie pełnić wolę Boga? Czy w niej znajduję źródło wewnętrznej, prawdziwej radości? Ale w tym Psalmie jeszcze jeden wątek jest niezwykle ciekawy. Psalmista mówi, że Pan nie chciał od niego krwawej ofiary – nie chciał ceremonii, rytuałów, nie chciał ofiary pochodzącej z zewnątrz tego, który miałby ją ofiarować. Ale: najpierw ofiarnikowi Pan utworzył ciało. Bóg dał nam dar naszego życia, naszego człowieczeństwa (dar i godność), aby to właśnie było naszą ofiarą dla Niego. A czym jest ta ofiara? To oddanie siebie Bogu. To przywrócenie tego porządku, gdy człowiek żył w całkowitym zawierzeniu Bogu, w niesamowitej z Nim relacji bliskości i szczerości. Bóg dał nam człowieczeństwo (i uświęcił je, podkreślił przez misterium Wcielenia), aby ono było naszą drogą, naszą przestrzenią relacji z Nim. Nie mamy Mu dawać ofiar zewnętrznych, ale serce – bo „nad nie przystojniejszej ofiary nie mamy” – jak pisał Jan Kochanowski. Lecz w tym Psalmie ukryta jest jeszcze swoistego rodzaju lekcja o kolejności. Psalmista bowiem wskazuje na postawę słuchania. Nim odpowiedział: „oto przychodzę” – najpierw jest dar otwartych uszu. Pan otwiera uszy, aby można było usłyszeć Boże słowo, Boże wezwanie. Czy proszę o tę łaskę, o tę umiejętność, by słyszeć – by usłyszeć? Bo można słuchać i zarazem nie usłyszeć. Tylko z usłyszenia i przeżycia tego słowa, rodzi się odpowiedź na Boże wezwanie. Czyli najpierw – słuchać, usłyszeć, a potem odpowiadać. Bóg dał nam nasze człowieczeństwo, abyśmy także w tę relację z Nim wpisali owo zatrzymanie, jakim jest zasłuchanie. I jeszcze te szczególne słowa z Psalmu: „W zwoju księgi jest o mnie napisane: Radością jest dla mnie pełnić Twoją wolę, mój Boże, a Twoje Prawo mieszka w moim sercu” – czy mogę powiedzieć, że to również mogłoby być moim wyznaniem? Czy radością jest dla mnie codzienne podążanie za Panem, wypełnianie Jego słowa, które miesza we mnie? Czy to słowo mieszka w moim sercu, w mojej świadomości? A wiemy, że tym wyjątkowym Słowem Ojca jest Jezus Chrystusa – Słowo, które stało się Ciałem, rozbiło namiot między nami, więc również i w moim jestestwie. Psalmista mówi o Prawie, my to już odczytujemy w świetle Ewangelii.
Jak więc widać, dzisiejsza liturgia Słowa zatrzymuje nas nad tematem powołania oraz rozpoznawania Pana, wskazywania na Niego, dawania świadectwa, które rodzi się z osobistej relacji z Panem, z osobistego zasłuchania się w Jego słowo. Świadectwo takie jest owocem współpracy Ducha Świętego i naszego otwartego na Niego serca. Znać swoją godność, swoje powołanie i wartość misji, ale nie wskazywać na siebie, lecz na Pana. „Przychodzę, Boże, pełnić Twoją wolę” – czy jestem na to gotowy i otwarty na to? Bo całe nasze życie ma być owym świadectwem.
s. M. Teresa od Jezusa Królującego w Boskiej Eucharystii OCPA
