Jubileuszowa uroczystość św. Franciszka z Asyżu

4 października wraz z całą rodziną franciszkańską celebrowałyśmy jubileusz 800-lecia śmierci św. Franciszka z Asyżu. Uroczystej Eucharystii o godz. 10.00 przewodniczył J.E. bp Edward Dajczak, biskup-senior naszej Diecezji. Mszę św. koncelebrowali ks. proboszcz parafii pw. św. Jacka – ks. Józef Domińczak oraz kapelan Biskupa – ks. Andrzej Zaniewski.

Swoje kazanie bp Edward rozpoczął od przywołania biograficznego wspomnienia śmierci Świętego. Następnie wskazał, że cała wielkość człowieka jest w tym, aby Jezus żył w nas. Tak jak w przypadku św. Franciszka, który „Jezusa nosił w sercu, Jezusa w ustach, Jezusa w uszach, Jezusa w oczach, Jezusa w rękach, Jezusa w całym ciele”.

„Dzisiaj po tylu latach, po tylu wiekach Kościół ciągle przeżywa tajemnic życia tego człowieka i wdzięczni za to, co się stało. Siostry i bracia, spróbujmy przejść tak trochę pielgrzymkę po jego życiu, żeby się trzymać na Ewangelię. Chciałbym jakby odwrócić kolejność, popatrzeć na Franciszka i z tej perspektywy posłuchać słów, które Bóg dzisiaj do nas kieruje”.

„Dante w Boskiej Komedii powiedział o Franciszku, że „przyszło na świat słońce”. Franciszek przeżył niezwykłe spotkanie z trędowatym, zsiadł z konia i ucałował go na znak pokoju. Wszystko jakby wbrew temu, jak należy się zachować i jak zachowywało się wobec takich ludzi”.

„Święty Franciszek żył w czasach oczywiście odległych, ale bardzo analogicznych do naszych, szczególnie europejskich. To był czas kryzysu w Kościele. Kryzys wziął się przez płyciznę wiary, tak jak dzisiaj. Wszystko lekkie, boimy się jakiegokolwiek trudu, nie mówiąc już o wyrzeczeniach. Taki czas zawsze źle się kończy: miernotą, miernotą społeczną, wzajemną agresją” .

„I tak to zaczęło się. Franciszek dostał jakby nowy życie od Boga. Szedł na przekór temu wszystkiemu, co się działo dookoła. Święty Franciszek odczytuje na nowo Boga, swoje powołanie. Główny nurt Franciszka to jest jego bardzo osobista relacja z Panem. Ale ta relacja z Panem jest niezwykła. On odczytał doskonale, że Chrystus nie jest dla mnie, tylko dla nas. Powtarzamy, często nie myślimy nawet, powtarzamy modlitwę, którą i dzisiaj odśpiewamy w czasie Mszy świętej: Ojcze nasz. I trzeba ciągle sobie przypominać, że w tej modlitwie nie ma ani razu słowa „ja”. Jest „my”, „dla was”. Nam daj chleba, nas wspomóż Panie. I Franciszek jest w tym świadectwie jedyny i niepowtarzalny, nieżyjący dla siebie, żyjący w taki sposób, że ciągle jest dla wspólnoty. To, do czego Bóg go wezwał, podejmuje z wielką mocą niezwykłą”.

Następnie Biskup odniósł się do wydarzeń, jakie miały miejsce na Alwernii w 1224 roku, kiedy to Franciszek ujrzał „ukrzyżowanego Chrystusa w postaci Sarafina i od tego czasu zaczynają się niezwykłe chwile. Na ciele Franciszka pojawiają się znaki Jezusowej męki i będzie z tym żył do końca. Niósł jakby to, co jest trudne, co Jezus wziął na siebie za nas wszystkich, za ludzi wszystkich czasów. I to jest ta niezwykła pielgrzymka”.

„Siostry i bracia to ta lekcja, którą daje nam dzisiaj święty Franciszek. Niezależnie od wieków, od zmian cywilizacyjnych, od tego wszystkiego, co się dzieje, zostaje zawsze to samo: to, co napisał jeden z autorów francuskich patrząc na Franciszka, na jego radość, na jego miłość do świata, na radość ze wszystkiego co jest, powiedział: „Jesteśmy smutni, bo nie jesteśmy święci”.

„Dzisiaj w Ewangelii chcemy zobaczyć jak Jezus pięknie zwraca się w modlitwie do swojego Ojca – niezwykle ciepło: Abba, Tatusiu. Nasza modlitwa jest wtedy modlitwą, kiedy spotykamy się z Jezusem w tej zwyczajnej głębi otwartego serca. Kiedy moje spotkanie z nim sięga najgłębszych pokładów mojego życia. I tym wołaniem Abba, Jezus sprawiedliwy zawsze zwraca się do Ojca. Niezwykle to ważne. Chcemy dzisiaj spróbować zabrać to ze sobą, mając ciągle niezwykłe tło. Tło człowieka, który staje się aż tak człowiekiem, aż tak pięknym człowiekiem, że po wiekach wciąż nim się zachwycamy”.

„Dzisiaj mówimy, że mamy trudności z dialogiem, że świat jest różnorodny i to wszystko prawda. Franciszek jako jedyny w czasach wojny, kiedy świat islamu i chrześcijaństwo zwalczały się,  kiedy Ziemia Święta przechodziła z rąk do rąk, wybiera się do świata muzułmanów i staje naprzeciwko tego, który prowadzi cały świat muzułmański. I ciekawe, robi niezwykłe wrażenie, tak wielkie że mówi do niego człowiek, odległy przecież od Ewangelii, walczący z chrześcijaństwem, mówi: pomóż mi głębiej spotkać Boga.

„Jezus woła dzisiaj do nas: Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście w jakikolwiek sposób. Nie chodzi tylko o formy jakieś zewnętrznej trudności. Jezus mówi: „Przyjdźcie do mnie, weźcie Moje jarzmi”. My te to słowo rozumiemy często od razu jakby nam nałożono pancerz. A to słowo oznacza naukę. Tak nazywano rabinów i ich nauczania. Dlatego Jezus odważa się tak mówić, bo najważniejszym, zbierającym przykazania jest przykazanie miłości. I chociaż wydaje się patrząc na świat, że dzisiaj się miłości boimy. Zamieniamy na różne takie czy owe relacje. Świat współczesny zgubił tą najwłaściwszą relację. Tak pięknie wiedział o tym Franciszek. Człowiek jest piękny w życiu dla kogoś”.

„Wszystko się kończy i jak mówi Ewangelia miłość zostaje. Dzisiaj święty Franciszek jeszcze raz to powiedział życiem Bo on tak pięknie powiedział do swoich uczniów: Ewangelię trzeba zawsze głosić, jak trzeba też słowami, czyli to pierwsze to jednak życie”.

Po Eucharystii, spotkałyśmy się z bp. Edwardem w naszej sali Zgromadzenia.

Cały dzień przed kościołem trwał kiermasz.

Bogu niech będą dzięki za dar św. Franciszka, za świadectwo jego życia i pozostawione duchowe dziedzictwo!