Wigilia paschy św. Franciszka z Asyżu

Wieczorem 3 października rozpoczęłyśmy świętowanie 800-lecia śmierci św. Franciszka z Asyżu. W tym roku to wyjątkowe obchody  z racji Jubileuszu. O godz. 17.00 w ramach tradycyjnego nabożeństwa Transitus odśpiewany został Akatyst ku czci św. Franciszka (wykonany przez: s. M. Patrycję, organistkę oraz Panie: Małgorzatę Kostrzewską, Wioettę Wójcik, Agnieszkę Łysiak, Danutę Glazer, Edytę Stańczyk, Adę Stańczyk, Elenę Synak i Kamilę Nowowiejską).

Następnie, o godz. 18.00, sprawowana była Eucharystia, której przewodniczył ks. Dawid Andryszczak – kapelan słupskiego szpitala. Przy Chrystusowym ołtarzu obecny był również nasz ks. kapelan Józef Kwieciński.

Dzisiejsza perykopa ewangeliczna to scena, gdy Jezus rozradował się w Duchu Świętym. Jednak ten fragment poprzedzony jest „takimi pięknymi słowami, które są skierowane do uczniów: cieszcie się, że wasze imiona zapisane są w niebie. Gdy uczniowie przychodzą do Jezusa i zaczynają z wielkim entuzjazmem, radością, ucieszeni opowiadać Jezusowi, jak wiele udało im się zrobić, jak wielkie dokonują się rzeczy, jak wiele złych duchów przez imię Jezusa i na imię Jezusa zostaje wypędzanych z tych, którzy cierpią, Jezus, można powiedzieć, pięknie sprowadza ich na ziemię, a jednocześnie podnosi ich do nieba i mówi: „z tego się cieszcie, że imiona wasze są zapisane w niebie”

„To, że odpowiadamy na miłość Pana Boga naszą miłością, że się angażujemy, że apostolstwo, że czynimy dobro, że głosimy jest piękne i błogosławione, bo to jest właśnie droga Boża. Ale to nie tu jest jeszcze ta prawdziwa radość. Prawdziwa radość jest właśnie z tego powodu, że Bóg mnie umiłował. Że Bóg mnie tak bardzo umiłował, że On nieustannie wpatruje się we mnie, a moje imię jest napisane w niebie. Moje imię to znaczy moje życie, moja historia, moja teraźniejszość i to, że jestem zaproszony właśnie do nieba. I właśnie to odkrył św. Franciszek w pewnym momencie swojego życia. Odkrył, że skoro jego imię jest zapisane w niebie, to wszystko musi żyć podporządkowany właśnie w tej prawdzie. Jeśli moje życie rozmija się z tym zapisem, jeśli prowadzę takie życie, w którym brakuje takiej łączności pomiędzy właśnie tym zapisem mojego imienia w niebie a moją codziennością, to to jest życie pozbawione sensu. To to jest życie pozbawione prawdziwej radości. To jest życie pozbawione tego, co byśmy mogli nazwać prawdziwym smakowaniem życia”.

„Kiedy św. Franciszek porzuca wszystko i idzie za Jezusem, kiedy zaczyna żyć Ewangelią? Wtedy, gdy na serio potraktował Boga. Na serio potraktował Jego słowo, Ewangelię. Kiedy doświadczył, usłyszał i zobaczył, że Ewangelia, pójście za Jezusem, to nie jest jakaś abstrakcja, to to nie są jakieś wzniosłe uczucia, tylko jest to naśladowanie, to bycie Chrystusem na ziemi – życie tak jak Chrystus, myślenie tak jak Chrystus, mówienie tak jak Chrystus, dotykanie tak jak Chrystus, patrzenie tak jak Chrystus, słuchanie tak jak On. Święty Franciszek jest piękny w swojej świętości właśnie dlatego, że bardzo chciał być podobny do Jezusa. Naśladować Jezusa z Nazaretu to znaczy wypełnić to, czego On chce. Naśladować Jezusa z Nazaretu to znaczy żyć tutaj tak jak On chce. To jest na serio potraktowanie Jezusa, naśladowanie Go i życie Nim”

„Nie ma nic bardziej realnego niż spotkanie z Jezusem z Nazaretu. Tutaj zmieniają się tylko dekoracje, zmienia się tylko wystój świata. Powstają nowe drogi, jakieś nowe budynki, nowe samochody, inne samochody niż 10 lat temu jeżdżą drogami. Ludzie się inaczej może trochę ubierają, innych sprzętów używają, ale obecność Jezusa w świecie jest realna i nie ma nic bardziej realnego i jeszcze do tego niezmiennego jak obecność Jezusa w świecie. Jego obecność nie zmienia się. Minęło 800 lat od śmierci św. Franciszka, ale obecność Jezusa w świecie nie zmieniła się. To ten sam Jezus z Nazaretu, który zaprosił świętego Franciszka do naśladowania go. Ten sam Jezus z Nazaretu zaprasza dzisiaj mnie”.

„Co jest wolą Jezusa wobec mnie, czego Jezus ode mnie chce dzisiaj, tutaj, teraz? Czego Jezu ode mnie chcesz? Co chcesz, żebym robił? To są pytania św. Franciszka. Jeśli pozwolę Jezusowi, żeby do mnie powiedział, a ja pozwolę sobie na to, żebym to usłyszał i wypełnił, to wtedy wejdę na tę samą drogę, co św. Franciszek. Jak będziecie wypełniani wolę Bożą i będziecie chcieli robić to, czego chce Jezus i myśleć tak jak chce Jezus i mówić tak jak chce Jezus, to to się spotka z naturalnym umartwieniem. Nie trzeba będzie dodatkowych umartwień, bo wypełnienie Jezusowej woli, będzie wiązało się z tym, że po prostu niektórych rzeczy trzeba będzie odmawiać, niektóre odrzucać. Nie wszystko będzie wolą Bożą”

„Będzie doskonała radość, bo nawet jeśli byśmy doświadczali odrzucenia z tego powodu, że wypełniamy wolę Bożą, a to się nie jakoś nie podoba się światu i doświadczalibyśmy jakiegoś cierpienia, trudności, krzyża, z wypełniania woli Bożej, to w tym będzie wielka radość, dlatego że wypełniamy to, czego Jezus chce. To też oznacza wtedy ubóstwo prawdziwe, że to ubóstwo to nie jest tylko pozostawienie rzeczy. Ale jeśli odkrywam, że tego chce Pan że taka jest jego wola, bym robił to czy tamto, to to jest związane także z tym, że pozostaje ubogi – w tym, że jedynym moim dobrem, jedyną nagrodą, jedynym wsparciem jest Jezus z Nazaretu”.

„Dobrze więc dzisiaj 800 lat po śmierci świętego Franciszka odkrywać, słuchać, czego Jezus ode mnie chce dzisiaj. Wsłuchiwać się gorliwie, otwierać się na wszystkie sposoby możliwe razem z Maryją i wysłuchiwać się w głos Jezusa, szukać tego głosu. Czego Jezus ode mnie chce? Bo tak jak święty Franciszek, tak i my tylko raz spotkamy się z naszą siostrą śmiercią tylko raz i tylko raz będziemy mogli przedstawić Panu Bogu naszą księgę, księgę naszego życia, w którym jest wszystko to, co w ciągu życia zapisaliśmy naszymi uczynkami, słowami, myślami tylko raz”.

Po Mszy św. jeszcze wspólna modlitwa różańcowa w ramach październikowego nabożeństwa. Jutro – ciąg dalszy naszego świętowania.