XXVII Niedziela zwykła (rok A)
Zaproszenie do winnicy i dar powołania
Pan znów zabiera nas dziś do winnicy przez swoje słowo. To dla mnie osobiście szczególna liturgia Słowa Bożego – przenosi mnie ona myślą do dnia moich pierwszych ślubów zakonnych. Dla każdej z nas był to dzień wyjątkowy: przyjęcie czarnego welonu, zakonnych konstytucji, pierwszy raz wypowiedziana formuła profesji zakonnej… „Tak” wypowiedziane wobec Kościoła, Wspólnoty, wobec Pana i Nieba. I wtedy właśnie, dwanaście lat temu, też zabrzmiało to samo słowo – Pan zabrał mnie, zabrał nas do swojej winnicy.
Przyjaciel śpiewa przyjacielowi pieśń. Jakiż to niezwykły obraz! Jakże głęboko ukazuje nam wyjątkową relację, do której zaprasza nas Pan. Traktuje nas jako swoich przyjaciół i On, będąc naszym Przyjacielem, dzieli się boleścią swojego serca. Uczynił dla nas, dla naszego dobra, absolutnie wszystko. My – odczytując już te słowa w świetle wydarzeń Nowego Testamentu i Wcielenia – wiemy, jak wielka była to cena: ofiara Syna Bożego. Bóg tak nas ukochał, że Syna swego jedynego dał, abyśmy mieli życie. Co jednak robimy z tym darem życia, z darem odrodzenia i ocalenia?
Osobista relacja z Oblubieńcem i troska o duszę
Czy myślimy o sobie jako o winnicy Pańskiej? Teoretycznie wiemy, że w teologii, duchowości czy eklezjologii określa się tak Kościół Święty, lud Boży. Ale czy myślę tak o sobie osobiście? Bo jeśli przyjmiemy sercem, że jesteśmy ową winnicą, w jakiej stajemy wówczas perspektywie?
Po pierwsze – poczujmy, jak Pan przechodzi przez nasze życie. Jest jak lekki powiew powietrza, jak troskliwy Ogrodnik, który „zna” każdą gałązkę. Nie jesteśmy dla Niego ziemią obcą, ale niezwykle bliską. Mam wrażenie, że to zaproszenie do wypłynięcia na głębię relacji z Panem, z Oblubieńcem. Winnica to przecież także obraz miejsca spotkania Oblubieńca z oblubienicą. W Pieśni nad Pieśniami oblubienica skarży się, że nie ustrzegła powierzonej jej winnicy. Ileż to razy nam się zdarza nie ustrzec „powierzonej nam winnicy”, czyli naszej duszy – gdy wybieramy grzech, zły nawyk czy poddajemy się słabości, narażając ją na uszczerbek, wystawiając na niebezpieczeństwo i otwierając furtkę, przez którą mogą wejść podstępne lisy? Ale mimo tej skargi oblubienicy, Oblubieniec nazywa ją najpiękniejszą z niewiast. Bóg zawsze widzi w nas piękno – patrzy bowiem przez pryzmat tego, że jest naszym Stwórcą, oraz przez pryzmat tego, jak wielka była i jest cena naszego odkupienia.
Oczekiwanie na owoce i pielęgnacja łaski
Po drugie – jeśli głęboko w sercu przeżyjemy to, że ja osobiście jestem winnicą Pana, wówczas mocno wybrzmiewa w nas prawda, że Pan ma prawo oczekiwać owoców. Cóż to bowiem za winnica, która nie wydaje owoców? Czy jednak możemy je przynosić sami z siebie? Nie. Możemy jednak otworzyć swoje serca z wdzięcznością, w duchu zawierzenia oraz pokory, poddać się łasce Pana i przyjąć te wszystkie „zabiegi”, którymi w swojej troskliwości chce nas otoczyć.
Warto pozwolić, by to On zrosił nas wodą żywą, okopał, nawodnił i zasilił, ale także – nawiązując do obrazu z piętnastego rozdziału Ewangelii wg św. Jana – oczyścił gałązki, odciął suche i przyciął pozostałe, aby winnica mogła wydawać dobre owoce. Pan nie zaprasza nas do przeciętności i bylejakości, ale do piękna, dobra, prawdy i całkowitego oddania.
Wdzięczność wobec daru a pokusa uzurpacji
Bycie „winnicą Pana” jest darem. Stawia nas ciągle w postawie tego, który przyjmuje dar i zarazem wie, że jest on niczym niezasłużony. Gorzej dzieje się wówczas, gdy – jak słyszymy w ewangelicznej przypowieści – obdarowany przywłaszcza sobie dar i uważa siebie za jego wyłącznego właściciela.
Przypomina mi się św. Franciszek z Asyżu (którego 800-lecie śmierci przeżywamy w rodzinie franciszkańskiej w tę niedzielę), który tak bardzo przestrzegał siebie i braci przed postawą przypisywania sobie jakiegokolwiek dobra – przed sytuacją, w której człowiek przestaje być dzierżawcą, a staje się uzurpatorem. Gdy przyjmujemy dar z pokorą i wdzięcznością, idzie za tym poczucie, że jesteśmy otoczeni opieką, docenieni i dla kogoś ważni. To głębokie potrzeby, za którymi nieraz tęsknimy – a Pan nam je wszystkie daje.
Słyszymy dziś, że Pan uczynił dla swojej winnicy wszystko. Symbolika tego tekstu jest niezwykle bogata: „szlachetna winorośl” przypomina o godności stworzenia Bożego; oczyszczenie z kamieni przywołuje obietnicę proroków, że Bóg wyjmie z nas serce kamienne, a da nam serce z ciała; wieża obronna to Krzyż Chrystusa królujący pośród przeciwności;
tłocznia to miejsce ofiarowania. Pan otoczył nas murem swej opieki i oczekiwał owocu sprawiedliwości oraz prawowierności – a tymczasem winnica wydaje cierpkie owoce. Dobrym owocem jest nasze życie zgodne z Ewangelią: owoc sprawiedliwości to oddanie Bogu tego, co Jego, oraz oddanie bliźniemu i sobie tego, co należne w myśli przykazania miłości. Prawowierność to wierność Bogu, by inni, widząc nasze dobre czyny, chwalili Ojca, który jest w niebie. Czy Bóg oczekuje od nas czegoś niemożliwego? Gdyby to było niemożliwe, nie oczekiwałby tego od nas.
Boże upomnienie, opieka i pokój sumienia
Kiedy czytam ten fragment z Księgi proroka Izajasza, mam wrażenie, że to niezwykle wrażliwa „skarga” Boga. Można wręcz poczuć Jego smutek i rozczarowanie. Pan ukazuje się jako Ten, który jest cały zaangażowany, dogląda, przychodzi i czeka… Cóż się jednak stanie, gdy Pan rozbierze żywopłot i rozwali ogrodzenie winnicy? Czy możemy żyć bez Bożej opieki? Nie. Dlatego Psalmista modli się z ufnością: „Chroń to, co zasadziła Twoja prawica, latorośl, którą umocniłeś dla siebie”.
To zdanie wypisałam na obrazku-pamiątce z moich ślubów wieczystych. Sami z siebie, bez łaski Pana, nie dalibyśmy rady wytrwać w powołaniu. To Pan nas „zasadził”. Dajemy się „zasadzić”, kiedy z ufnością wybieramy wolę Bożą. Ten werset z Psalmu powinien być naszą codzienną modlitwą – powierzeniem się w ręce Boga i wyznaniem, że wszystko jest Jego darem. Określenie siebie jako „latorośli” znów odnosi nas do Ewangelii wg św. Jana: Chrystus jest krzewem winnym, Ojciec Ogrodnikiem, a my latoroślami. Nie musimy się martwić o siły, bo czerpiemy je bezpośrednio z Chrystusa.
Święty Paweł w Liście do Filipian zachęca do wierności temu, czego się nauczyliśmy. Ta wierność jest źródłem prawdziwego pokoju. Aby tak postępować, trzeba wciąż spoglądać na Chrystusa i iść Jego śladami. Wtedy otrzymujemy pokój sumienia i wewnętrzne ukojenie – coś, czego nie doświadczyli nieuczciwi dzierżawcy z Ewangelii. Kiedy przywłaszczamy sobie coś, co do nas nie należy, nie możemy odczuwać pokoju; rodzi się lęk, izolacja i traktowanie innych jak rywali. Jezus mówi tę przypowieść do faryzeuszy, którzy choć otrzymali klucze do królestwa, sami nie weszli i innym zamykali drogę. Posiadanie „kluczy” nie jest jeszcze równoznaczne z wejściem. Czy ja wchodzę do pełni relacji z Bogiem?
Zwycięstwo Zmartwychwstałego i kamień węgielny
Złym dzierżawcom wydawało się, że zabicie Syna i Dziedzica rozwiąże problem. Faryzeusze myśleli, że po śmierci krzyżowej Jezusa sprawa jest zakończona, a jednak wciąż towarzyszył im lęk, skoro wystarali się o straż przy grobie.
Ostatecznie Bóg jest silniejszy niż ludzkie kalkulacje – objawia to w Zmartwychwstaniu. On jest Zwycięzcą! Można udawać, że w naszym życiu „nie ma” Jezusa, ale to tylko iluzja. Bóg nie przestaje upominać się o to, co jest Jego własnością – nie przestaje upominać się o nas.
Ewangelia kończy się mocnym wyznaniem Jezusa: „Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce”. Chrystus ukazuje siebie jako „kamień odrzucony przez budujących”. Kamień węgielny spaja całą budowlę – Jezus spaja naród wybrany i pogan w jeden lud Nowego Przymierza. To dzieło Pana, cudem będące w naszych oczach.
„Już więcej nie odwrócimy się od Ciebie, daj nam nowe życie, a będziemy Cię chwalili” – modlimy się wraz z Psalmistą. Otrzymujemy nowe życie od Pana w sakramencie pokuty i pojednania ilekroć błagamy Go o to z ufnością.
Stając przed tą szansą, usłyszmy pytanie: czy przyjmiemy łaskę jako dar i czy przyniesiemy owoc, jakiego Bóg od nas oczekuje?
s. M. Teresa od Jezusa Królującego w Boskiej Eucharystii OCPA
