XXVI Niedziela zwykła (rok A)

Codzienna modlitwa o Bożą mądrość i zaproszenie do winnicy

„Daj mi poznać Twoje drogi, Panie, naucz mnie chodzić Twoimi ścieżkami. Prowadź mnie w prawdzie według swych pouczeń” – zdaje się, że te słowa Psalmisty, które dziś słyszymy, powinny być naszą codzienną modlitwą, codziennym westchnieniem do Boga. Każdego dnia stajemy na nowo wobec Bożego planu oraz pytania o naszą odpowiedź na ten plan. Potrzebujemy do tego Bożej mądrości i Bożego spojrzenia.

Tej niedzieli Chrystus poprzez kolejną przypowieść znów zabiera nas do winnicy. Ukazuje nam Królestwo Niebieskie, które rozpoczyna się już tu na ziemi – poprzez życie chrześcijańskie i działalność Kościoła Świętego. Stajemy wobec wyboru: wejść do tej winnicy i zacząć żyć zgodnie z darem chrzcielnej tożsamości albo powiedzieć „nie”. Bóg nas nie zmusza, ale przedstawia wyraźną perspektywę, ponieważ każdy wybór niesie swoje konsekwencje, o czym zawsze powinniśmy pamiętać.

O potrzebie takiego rozeznania słyszymy również w drugim czytaniu – w kolejnym fragmencie z Listu św. Pawła do Filipian. Wzorem w podejmowaniu decyzji ma być dla nas Pan Jezus, który z miłości do człowieka uniżył samego siebie, przyjmując nasze człowieczeństwo – całe nasze człowieczeństwo. Nie przyszedł do nas jako Król w pełni swojego Boskiego majestatu. Syn Boży stał się Człowiekiem, aby być bliżej nas i aby nas do siebie zbliżyć. Znamy to również z codziennego życia – prostota znacznie bardziej buduje bliską relację aniżeli spotkanie z wyniosłą „wielkością”.

Dwie postawy wobec ojcowskiego zaproszenia: poprawność czy autentyczność?

Obraz ojca i dwóch synów jest nam dobrze znany z kart Ewangelii. W tej przypowieści ojciec zaprasza swoje dzieci do współpracy, do poczucia współodpowiedzialności za dziedzictwo, które od niego otrzymują. Widzimy tu dwie odmienne postawy. Pierwszy syn chce być grzeczny i poprawny – deklaruje natychmiast, że idzie do pracy, ale ostatecznie nie idzie. Drugi syn początkowo mówi, że nie chce iść, lecz potem podejmuje refleksję i zmienia decyzję.

Kto z nich postępuje prawdziwiej? Nikt z nas nie lubi pustych deklaracji ani słów, które nie przekładają się na konkretne czyny. Ta scena wyraźnie ukazuje ludzką przewrotność, ale pokazuje także, że sama zewnętrzna grzeczność i pozorna poprawność to za mało. Za deklaracjami musi iść autentyczność.

Dlaczego nieraz boimy się zareagować naturalnie – tak, jak naprawdę czujemy? Pan daje nam przestrzeń nawet do popełnienia błędu, ponieważ nam ufa. Za tym zaufaniem idzie szansa na zmianę postępowania, o ile podejmiemy szczerszą refleksję. Nie wolno żyć bezmyślnie – życie jest zbyt wielką wartością. Jezus nie chwali celników i grzeszników za ich złe postępowanie, ale ukazuje ich jako przykład tych, którzy potrafili się opamiętać i podjąć nawrócenie. To dla nich, mimo ich upadków, bramy Królestwa Niebieskiego pozostają otwarte. Duma i pycha – których przykładem w Nowym Testamencie są faryzeusze – te drzwi zamykają, stając się murem w relacji człowieka z Bogiem.

Odwaga do nawrócenia i przyjęcia prawdy o własnej słabości

Nie jest porażką popełnić błąd – porażką jest trwanie w nim i niepodjęcie refleksji. Dziś Pan zaprasza nas do zatrzymania się i do spojrzenia na własne życie oraz podejmowane decyzje. Dwaj synowie z przypowieści – niezależnie od tego, co mówią i czynią – pozostają dziećmi Ojca, który kierując do nich prośbę, okazuje im ogromne zaufanie. Boże zaproszenie jest właśnie tym: wyrazem zaufania Stwórcy do człowieka.

To niezwykłe, że Jezus ukazuje tę prawdę przez obraz ojca i synów, a więc przez pryzmat relacji rodzinnych i bliskich więzi. Do takiej właśnie jedności i bliskości św. Paweł zaprasza wspólnotę Kościoła w Filipii. Wierzący nie mają być dla siebie rywalami, lecz w pokorze i w duchu wzajemnej troski oceniać siebie i innych. Nad nami również pochylił się Chrystus – jako nasz Brat w człowieczeństwie, który nie przyszedł po to, aby świat osądzić, ale aby go zbawić (według słów św. Jana Ewangelisty).

Co kierowało synami z ewangelicznej przypowieści? Może ten pierwszy chciał po prostu dobrze wypaść przed ojcem i bratem? A drugi? Cóż, pozostał sobą – z całą swoją słabością, ale i z odwagą do zmiany decyzji. Aby wejść na drogę nawrócenia, potrzeba odwagi – często większej wobec samego siebie niż wobec otoczenia. Jest to odwaga, która przejawia się w umiejętności wybaczenia sobie popełnionych błędów i w odważnym przyjęciu prawdy o własnej ułomności. Zmiana swojego myślenia – bo tym w istocie jest nawrócenie – wymaga wewnętrznej siły, woli i odwagi. Dlatego zamiast zbyt pochopnie oceniać syna, który początkowo odmówił ojcu, warto doczytać tę perykopę do końca.

Postawa wiary kontra pozorna pobożność

Jezus przyjął człowieczeństwo – co było Jego uniżeniem, a zarazem wywyższeniem naszej ludzkiej natury. A co ja przyjmuję w swoim życiu? Chociaż pytanie to może brzmieć nietypowo, warto zapytać samego siebie: czy przyjmuję pozę zewnętrznej poprawności, zakładając szatę pychy, samowystarczalności i krytycznego oceniania innych? A może potrafię być sobą i nie boję się odsłonić połatanego ubranka moich słabości i upadków? Jezus nie bał się uniżenia – w przyjętym człowieczeństwie przeszedł przez cierpienie i śmierć, aby wprowadzić nas do życia.

Perykopa kończy się mocnymi słowami Chrystusa: „Zaprawdę, powiadam wam: Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego. Przyszedł bowiem do was Jan drogą sprawiedliwości, a wy mu nie uwierzyliście. Uwierzyli mu zaś celnicy i nierządnice. Wy patrzyliście na to, ale (…) nie opamiętaliście się, żeby mu uwierzyć”.

Jakie jest nasze spojrzenie? Patrzymy i jednocześnie nie widzimy? To, czego nie rozpoznali „mądrzy”, zostało przyjęte przez tych, którymi owi mądrzy gardzili i których zdeprecjonowali. Faryzeusze nie uwierzyli ani Janowi, ani Jezusowi. To mocny wyrzut ze strony Pana. Pomyślmy, jak musiał czuć się ojciec, który usłyszał piękną deklarację syna, lecz nie zobaczył żadnych owoców jego słów? I co czuł, gdy zobaczył drugiego syna, który wprawdzie najpierw odmówił, ale potem poszedł i wykonał pracę? W pierwszym przypadku nadzieja przemieniła się w smutek i zawód, w drugim – rozczarowanie ustąpiło miejsca radości.

Uwierzyli ci, którzy zostali przez innych skreśleni. Słowa te przypominają inną ewangeliczną perykopę – o dzieciach siedzących na rynku, które przygrywały, lecz nikt nie chciał z nimi tańczyć, a gdy biadoliły – nikt nie chciał płakać. Ileż Bożych znaków jest wokół nas! Ileż Jego słów, troski i stałego działania – a jak często odpowiadamy na to niewiarą? Tymczasem odpowiedź wiary jest kluczowa dla naszego zbawienia. Chrystus na Krzyżu dokonał dzieła odkupienia ludzkości, ale owoce tego zbawienia w moim konkretnym życiu zależą od mojej osobistej odpowiedzi.

To, że w niedzielę siedzę w pierwszej ławce w kościele i mam pięknie złożone ręce, nie oznacza jeszcze automatycznie, że naprawdę „zobaczyłem i uwierzyłem”. Faryzeusze czekali na Mesjasza, a gdy On przyszedł, wzgardzili Nim tylko dlatego, że nie pasował do ich wyobrażeń. Celnicy i grzesznicy nie spodziewali się, że Mesjasz zasiądzie z nimi do stołu, a jednak uwierzyli Mu. Chrystus odsłania prawdę o naszych sercach dla naszego własnego dobra. Tylko to, co zostaje przyjęte i uznane – jak przypominali Ojcowie Kapadoccy – może zostać uzdrowione i zbawione. Jeśli więc nie przyjmę prawdy o sobie, jakże mogę doświadczyć pełni zbawienia?

Boże miłosierdzie i ludzka odpowiedzialność

Bóg nie chce śmierci grzesznika – to fundamentalna prawda płynąca z pierwszego czytania z Księgi Ezechiela. Bóg zawsze daje człowiekowi szansę na nawrócenie i rozpoczęcie nowej drogi. Pamiętajmy jednak, że zasada ta działa w obu kierunkach: jeśli sprawiedliwy odstąpi od swojej prawości i zacznie czynić zło, poniesie konsekwencje swojej nieprawości. Jeśli zaś grzesznik porzuci grzech i nawróci się, jego dawne winy zostaną mu przebaczone, a on sam będzie żył.

W przypowieści pierwszy syn ponosi odpowiedzialność za to, że nie dotrzymał złożonej obietnicy. Drugi syn staje się uczestnikiem nagrody, ponieważ opamiętał się, zmienił myślenie i wypełnił wolę ojca. Jest to przejmujący obraz Kościoła i każdego z nas: bywamy nieraz jak ten pierwszy syn, a nieraz jak ten drugi.

Odkrywanie Bożych śladów: od pokornego uniżenia do wywyższenia

W niedzielnym Psalmie modlimy się słowami: „Dobry jest Pan i łaskawy, dlatego wskazuje drogę grzesznikom. Pomaga pokornym czynić dobrze, uczy ubogich dróg swoich”.

Bez Jego pomocy niczego uczynić nie potrafimy. Ponieważ Bóg jest dobry i łaskawy, nieustannie daje nam nową szansę, wskazując właściwy kierunek. Warto postawić sobie pytania: Czy odkrywam w sobie podobną dobroć i łaskawość wobec drugiego człowieka? Czy jest we mnie gotowość, by pomóc bliźniemu odnaleźć właściwą drogę? Czy potrafię dostrzec w swoim własnym życiu ślady Bożej dobroci – te konkretne momenty, w których Pan delikatnie kierował mną ku nawróceniu?

Odkrycie i uświadomienie sobie tych Bożych śladów rodzi w sercu zachwyt i głębokie dziękczynienie. A wdzięczność zawsze jeszcze mocniej jednoczy z Panem, podnosi duszę, napełnia duchową radością i przypomina, że nigdy nie jesteśmy sami.

Święty Paweł pisał o głębokim uniżeniu Pana, ale zaraz potem wskazał na Jego wywyższenie w chwale po prawicy Ojca. Taka jest bowiem Boża droga – prowadzi od pokornego uniżenia do wywyższenia. Uniżenie i uznanie własnej słabości wcale nas nie przekreśla ani nie czyni gorszymi. W Bożych oczach pokora nigdy nie jest przegraną, lecz początkiem prawdziwego wywyższenia.

s. M. Teresa od Jezusa Królującego w Boskiej Eucharystii OCPA