XXV Niedziela zwykła (A)

Bożych myśli nie da się zamknąć w ludzkich schematach

„Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami – mówi Pan. Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje – nad waszymi drogami i myśli moje – nad myślami waszymi” – słyszymy w dzisiejszym pierwszym czytaniu. Jest to fragment z Księgi Proroka Izajasza. Słowa te pięknie współbrzmią z ewangeliczną przypowieścią. Gospodarz pyta, dlaczego część robotników patrzy krzywo na to, że chce on okazać dobro. Jeśli w obrazie gospodarza ujrzymy alegorię Ojca, alegorię Boga, to stanie przed nami o wiele poważniejsze, głębsze pytanie: dlaczego oceniamy działanie Pana, poddajemy je osądowi i krytyce? Taka postawa wyraża naszą nieufność wobec Pana, nasze niedowierzanie i brak posłuszeństwa. A przecież w ten sposób nie da się budować autentycznej relacji.

Trud wyboru i duszpasterska odpowiedzialność św. Pawła

Podejmowanie decyzji nie jest łatwe i wiele razy doświadczamy tego w życiu. To trudne wybory, niełatwa szkoła rozeznawania. Słowa z pierwszego czytania dodają nam jednak nadziei – że ponad tym, co nasze, jest Pan Bóg. O tych zmaganiach w podejmowaniu decyzji pisze do Filipian św. Paweł. Jest to jeden z jego szczególniejszych listów, ponieważ – w przeciwieństwie np. do tego skierowanego do Koryntian – utrzymany jest w bardzo pozytywnym, łagodnym tonie. Widać z niego, że wspólnota w Filipii była szczególnie bliska sercu Apostoła Narodów. Jest to wspólnota, która po przyjacielsku troszczy się o siebie. Tworzyli ją ludzie nawróceni z pogaństwa. Żydzi i Rzymianie stanowili przyczynę jego problemów zewnętrznych, ale zmagał się on również z problemem wewnętrznego podziału. List św. Pawła jest listem przyjacielskim, pełnym ciepła – Apostoł „nosi ich w sercu”. Jest serdeczny, ale i konkretny w swoich wypowiedziach, może tym bardziej, że jest to list pisany w więzieniu (istnieją trzy hipotezy, z jakiego więzienia – czy jeszcze przed uwięzieniem w Rzymie, czy właśnie z Rzymu, ale jak podsumował to Orygenes: „Bóg jeden wie, skąd pisany”). W Liście św. Paweł porusza temat chrztu, uniżenia Boga (choć czyni to w sposób bardziej poetycki niż traktat teologiczny) oraz ogołocenia, ale przedstawia tu również „teologię radości” – to właśnie do Filipian pisze o radowaniu się w Panu, o radości, która podnosi wspólnotę. Jeśli będziemy mieć w pamięci miejsce pisania tego Listu, słowa te nabierają jeszcze większej mocy i innego wydźwięku.

Także w innej perspektywie możemy odczytać słowa z przytaczanego dziś fragmentu – odejście do Pana dla Pawła oznaczałoby zerwanie doczesnych kajdan, gdy tak bardzo realnie doświadcza uwięzienia, ale jednak decyduje się pozostać i dalej znosić trudy dla dobra powierzonego mu Kościoła. Św. Paweł rozpatruje swoją sytuację z dwóch punktów widzenia: swojej osobistej relacji z Panem oraz pozycji duszpasterza, który nie może zapomnieć o trosce o powierzone sobie wspólnoty wiernych. Chciałby już być z Panem, odejść z ziemi do wiecznej komunii z Tym, którego umiłował całym sercem, ale zarazem widzi, ile jeszcze pracy i trudu przed nim. To odejście być może moglibyśmy odczytać niekoniecznie od razu tak radykalnie, jako śmierć, ale mogłoby to być również pragnienie usunięcia się na pustynię. W każdym razie wybór Pawła dokonywany jest między osobistym pogrążeniem się w komunii z Bogiem a pozostawaniem wciąż dostępnym dla ludzi. Apostoł Narodów wybiera owocne pozostanie, bo rozumie, że będzie to bardziej pożyteczne dla wiernych. Wybiera tak, ale nie traci nadziei na bliskość Pana.

Kiedy ewangeliczny gospodarz wyruszał, by odnaleźć robotników, myślał o swojej winnicy, która wymagała uprawy i zadbania, ale myślał także o tych, którzy oczekiwali na rynku, o czym świadczy poszukiwanie robotników do ostatniej godziny. Nasze wybory nigdy nie zamykają się w kręgu osobistych korzyści, ale zawsze mają swoje przełożenie na nasze środowisko i otoczenie. Ktoś mi kiedyś powiedział, że nasze decyzje nigdy nie są tak naprawdę tylko dla nas i ze względu na nas. Musimy pamiętać, jak bardzo jesteśmy zespołem naczyń połączonych i wzajemnie na siebie oddziałujemy.

Troska o Pańską winnicę i gotowość na Boże prowadzenie

Gospodarz poszukuje tych, którzy zajmą się jego winnicą. Pan angażuje nas w troskę o Kościół, w troskę o drugiego człowieka. One same z siebie nie będą rosnąć – tak jak winnica czy każde pole potrzebuje kogoś, kto będzie je uprawiał, przycinał rośliny, oczyszczał i nawadniał. Myślę, że w jakimś sensie dzisiejsze Słowo jest także o tym zaangażowaniu: dać się „odnaleźć” gospodarzowi i dać się poprowadzić. Izrael miał swój „plan”, nie okazał posłuszeństwa i doświadczył niewoli, przesiedlenia oraz ruiny swoich miast – bo nie uwierzył myśli Pana, która góruje nad naszą. Spojrzenie Pana jest głębsze i większe, przenika wszystko i wybiega daleko w przyszłość.

Św. Franciszek – robotnik jedenastej godziny i równe płatne zbawienie

Odniesienie do tej ewangelicznej sceny znajdziemy także w bulli kanonizacyjnej św. Franciszka z Asyżu. Papież Grzegorz IX 19 lipca 1228 roku ogłosił Serafickiego Ojca Świętym i we wspomnianej bulli ukazał ciekawy obraz. Franciszka i jego towarzyszy, braci mniejszych, nazywa papież robotnikami jedenastej godziny, którzy posłani do Pańskiej winnicy „wycinają niepotrzebne gałązki, by nie zapuściły korzeni głęboko (Mdr 4, 3) oraz wyrywają cierniste krzewy, aby winnica przyniosła słodki i świeży owoc, który, oczyszczony w tłoczni cierpliwości, będzie przeniesiony do wiecznych komnat (por. Pnp 1, 3)”. Ta praca jest również porównana do walki Izraela z Filistynami: „O tej to właśnie jedenastej godzinie (Mt 20, 6) Pan, który unicestwił ziemię wodami potopu, lecz na lichym drewnie zachował Sprawiedliwego (Mdr 10, 4), aby nie zaciążyło berło bezbożne nad losem sprawiedliwych (Ps 125, 3), wzbudził także sługę swego, Błogosławionego Franciszka, męża według swego serca (1 Sm 13, 14), lampę wzgardzoną w myślach bogaczy, lecz przygotowaną na czas zamierzony (Hi 12, 5); jego to właśnie posłał do swej winnicy, by ją oczyszczał z cierni i chwastów, a rozgromiwszy niepokonanych Filistynów, oświecał Ojczyznę, oraz gorliwym napomnieniem skłaniał do pojednania się z Bogiem (2 Kor 5, 10)”.

To bardzo piękna bulla – utkana z biblijnych obrazów. Taka jej konstrukcja ukazuje nam, że historia zbawienia trwa dalej i dziś rozgrywa się w naszej codzienności. Być może to my teraz jesteśmy tymi, którzy żyją w owej „ostatniej godzinie”. W godzinach wymienionych w perykopie można by też rozpoznać różne etapy dziejów zbawienia – od stworzenia świata i człowieka, po dzieje patriarchów, proroków oraz Izraela, aż po misterium Wcielenia, Mękę, Śmierć i Zmartwychwstanie Pana, Syna Bożego i narodziny Kościoła Świętego, ludu Nowego Przymierza. Żaden z tych okresów względem następnego nie może powiedzieć, że jest „gorszy”. My nieraz myślimy, patrząc na Apostołów, że oni mieli lepiej, bo widzieli Jezusa bezpośrednio – ale czy to faktycznie sprawiało, że ich wiara była silniejsza i pewniejsza? Dlatego nie można się porównywać – każdy otrzyma od Pana przewidzianą dla niego pochwałę. Gospodarz umówił się z robotnikami o denara. Wspólna, taka sama zapłata dla każdego – wiemy, że tą zapłatą jest zbawienie. To najcenniejszy „denar”, jaki może nam dać Bóg.

Według pobożnej tradycji Adam i pierwsze pokolenia ludzi czekali w Otchłani na dzieło odkupienia dokonane przez Chrystusa na Drzewie Krzyża. Gdy spojrzymy na średniowieczną ikonografię, choćby na najsłynniejszy Krzyż z San Damiano – z ran Pana spływa krew w ten sposób, że dociera do owej Otchłani przedstawionej jako pęknięta skała u stóp Zbawiciela, gdzie często przedstawiano pierwszych ludzi. Według tradycji Krzyż Jezusa miał być wbity w miejsce pochówku Adama. Ta sama Krew, ten sam „denar”.

Przeoczone powołanie – pęd codzienności a bezczynność ducha

Można by jeszcze zastanowić się nad tym, że znaleźli się ludzie, którzy do ostatniej chwili nie zostali przez nikogo najęci do pracy. Mówią o tym wprost, odpowiadając na pytanie gospodarza. Zastanawiam się, czy możemy nieco sparafrazować to zdanie: może to pytanie gospodarza winno nas skłonić do refleksji, co robimy ze swoim życiem i czy w tym pędzie codziennych trosk i zajęć znajdujemy jeszcze czas (i wolę) na zastanowienie się, jaka jest moja relacja z Bogiem, jaka jest moja wiara oraz czy mam świadomość wieczności i w jej perspektywie żyję oraz podejmuję decyzje? Takie życie wyłącznie doczesnością można porównać do owego bezczynnego stania. Wiem, że brzmi to paradoksalnie – jak można pędzić, a jednocześnie stać? Ale tak się dzieje, kiedy osiadamy w doczesności, a zapominamy, że jesteśmy pielgrzymami do prawdziwego domu – do Domu Ojca. Jednak Pan przychodzi do nas z całym bogactwem swojego miłosierdzia i przyjmuje nas w owej ostatniej godzinie. Bóg szuka nas do końca i do końca o nas walczy.

Boża dobroć, wolność i światło świętych w mroku

„Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?” – pyta szemrzących robotników gospodarz, który wyraźnie im mówi, że nie czyni im krzywdy, a co więcej: nazywa ich nawet przyjaciółmi. Czy daję Bogu wolność? On mi jej nigdy nie zabiera. Czy będę szemrać i próbować układać wszystko po swojemu, czy też z otwartym sercem i otwartą dłonią przyjmę Jego dar? Bóg nigdy nas nie krzywdzi – to my krzywdzimy siebie, porównując się z innymi, gdy tymczasem nasze spojrzenie winno być skierowane w jednym kierunku: na linii relacji Bóg-ja. „Pan jest dobry dla wszystkich, a Jego miłosierdzie nad wszystkim, co stworzył” – modlimy się słowami dzisiejszego Psalmu. Pan jest dobry dla wszystkich. A ja?

Poczucie odpowiedzialności św. Pawła czyniło jego serce uważnym na potrzeby innych – żeby przypadkiem relacji Bóg-ja nie uczynić egoistyczną ucieczką od powierzonych nam zadań i zobowiązań. Tu potrzeba wiele refleksji, uważności i światła rozeznania. Bóg dla wszystkich jest dobry i nawet ta „jedenasta godzina” pełna jest świętych – przecież Franciszek nie był jedynym. A święci są znakami Bożej Opatrzności – jak latarnie, które Pan rozpala w największym nawet mroku.

s. M. Teresa od Jezusa Królującego w Boskiej Eucharystii OCPA