VI miesiąc nowenny dziękczynnej
W święto Podwyższenia Krzyża Pańskiego wypadło nasza szóste spotkanie w ramach nowenny dziękczynnej przed jubileuszem 80-lecia naszego klasztoru. O godz. 17.30 poprowadziłyśmy adorację dziękczynną, która skierowała nasze duchowe spojrzenie na Krzyż w San Damiano, przed którym modlił się św. Franciszek. Następnie o godz. 18.00 sprawowana była Eucharystia. Przewodniczył jej i okolicznościowe słowo wygłosił ks. Piotr Ratajczak, proboszcz parafii pw. św. Jana Bosko w Sycewicach. Wraz z nami modlił się również ks. kapelan Józef Kwieciński.
„Krzyżu święty, bądź pozdrowiony gdziekolwiek się znajdujesz: na polach, przy drogach, na miejscach gdzie ludzie cierpią i konają, na miejscach, gdzie uczą się i pracują, kształcą się, tworzą, na każdym miejscu, na piersi każdego człowieka i w każdym ludzkim sercu. Bądź pozdrowiony, Krzyżu Chrystusa” – rozpoczął swoje kazanie ks. Piotr wskazując następnie, że cierpienie jest nieodłącznym elementem naszego życia.
„Kościół w Krzyżu Jezusa widział zawsze ołtarz, na którym Syn Boży dokonał zbawienia świata. Dlatego każda jego cząstka, tak obficie zroszona Jego Najświętszą Krwią doznawała zawsze szczególnej czci. To święto przypomina nam o wielkim znaczeniu Krzyża jako symbolu chrześcijaństwa i uświadamia, że nie możemy go traktować jedynie jako elementu dekoracji”.
Następnie kaznodzieja wskazał na przykład św. Franciszka, który „odkrył dla ludzi swoich czasów, ale też i dla nas współczesnych drogocenną perłę krzyża. Nauczał dużo mówił o zrozumieniu krzyża. Mówił tak: „Krzyż to pierwszy ołtarz, na którym Bóg – Człowiek w Męce, cierpieniu, ofiarował Bogu Ojcu siebie samego; Krzyż to konfesjonał, w którym łotr został oczyszczony z grzechów; Krzyż to wspaniała kazalnica, z której popłynęły słowa Zbawiciela o przebaczeniu winy; Krzyż to miejsce narodzin Kościoła”. Chrystus ze swoim Krzyżem wspinał się na Golgotę, a święty Franciszek na Alwernię. Chrystus po to, by zbawić świat – św. Franciszek, by kontemplować Mękę Chrystusa odbitą stygmatami również w jego ciele i pozostać serafinem miłości ukrzyżowanej, która wciąż jest za mało kochana”.
„Świat nie może nam udzielić odpowiedzi na pytanie, dlaczego cierpimy, dlaczego jest krzyż w naszym życiu. I dlatego większość ludzi potrafi jedynie użalać się nad sobą, walić pięściami w ścianę albo zamęczać sąsiadów wiecznym narzekaniem. Jako społeczeństwo nie radzimy sobie z problemem cierpienia. Wielu stara się zrzucić winę na innych”.
„Próbując uciekać od rzeczywistości cierpienia tracimy z pola widzenia jedną z najważniejszych prawd naszej wiary, że to sam Bóg je dopuszcza. Ludzie Dalekiego Wschodu odrzucają cierpienie, a dużo tych filozofii zaczyna się wkradać. Ludzie Wschodu odrzucają cierpienie, ludzie Zachodu tłumią je przez narkotyki czy inne substancje psychoaktywne. Natomiast jedynym sposobem, żeby przezwyciężyć cierpienie jest niesienie go na sobie, tak jak uczy nas tego Jezus Chrystus. Buddyzm pośród wszystkich systemów filozoficznych szczególnie wyraźnie podejmuje problem cierpienia. W szóstym wieku przed Chrystusem Budda podał osiem sposobów na uniknięcie cierpienia, by osiągnąć stan nirwany, czyli beznamiętnego rozpłynięcia się w niebycie. Wszystkie te sposoby bazują na wysiłku człowieka, na jego staraniach. Buddyzm jest czasami nazywany religią likwidacji cierpienia. Być może tak chętnie współczesny człowiek właśnie odwołuje się do buddyzmu, do tych filozofii Wschodnich. A jak to wygląda w naszym kręgu cywilizacyjnym? Kiedy ktoś czuje niechciane emocje, próbując od nich uciec, stosuje te środki oburzające (…) Innym sposobem ucieczki są też czynności, które podobnie jak środki oburzające mogą wywołać uzależnienie. zakupy, zakupoholizm, nadmierna praca, hazard. To powszechnie stosowane mechanizmy ucieczki od trudnej do zniesienia rzeczywistości. (…) Jezus w czasie Męki rezygnuje zupełnie z tej ucieczki, by w pełni doświadczyć cierpienia, a co za tym idzie, by doświadczyć nowej jakości życia, zmartwychwstania”.
„Jest takie porównanie Krzyża do baterii. Gdybyśmy Krzyż w połowie przecięli, to powstają dwie części: plus i minus. W Krzyżu jest potencjał. Z jednej strony nasyca, jednocześnie przyciągając obietnicą życia. Doświadczenie tego jest możliwe tylko wtedy, gdy zgodzimy się na Krzyż. Cierpienie jest w pewnym sensie nauczycielem, od którego można się wiele nauczyć. Ono mówi nam, że coś trzeba zmienić, czegoś zaprzestać, coś rozpocząć, porzucić dawny sposób myślenia i zacząć od nowa. (…) Szczęście to nie jest po prostu kwestia pozytywnego myślenia, że powinniśmy codziennie rano wesoło wyskakiwać z łóżka, gotowi zmierzyć się z kolejnym dniem”. Kaplan przestrzegał również przed cierpiętnictwem pełnym narzekania.
„Powinniśmy dzięki cierpieniu stawać się silniejsi i bardziej święci. Chrystus nie lekceważył swojego cierpienia. Nie udawał, że wszystko jest w porządku, kiedy świat drwił z Niego. Nie kwestionował też decyzji Ojca, który dopuścił, aby Syn został tak poniżony. Jezus był realistą, świętym realistą, który wiedział, że Bóg dopuścił Jego cierpienie dla wyższego celu. Jezus nie zaprzeczał, że cierpi, ponieważ wiedział, że to cierpienie jest zgodne z wolą Boga. Krzyż od chwili wydarzeń na Golgocie przestał być znakiem przekleństwa. Od tamtej chwili stał się wyrazem obecności Boga przy cierpiącym człowiekiem. W ukrzyżowanym Synu Bożym otrzymaliśmy dowód miłości Boga do nas. Znak Krzyża przypomina o bliskości Boga, o Jego solidarności z człowiekiem. Dzięki Jezusowi mamy więcej sił do dźwigania naszych Krzyży. Wszystkie cierpienia są tymczasowe i przemijające. Cierpienie jest ograniczone czasem”.
„Krzyż na zawsze pozostanie streszczeniem tej największej miłości i symbolem bezinteresownego poświęcenia. To znak nadziei, gdy wydaje się, że wszystko stracone. Dzisiejsze święto jest także okazją do tego, żeby spojrzeć, pomyśleć także o swoim własnym krzyżu, który może mieć bardzo różną postać. Chodzi o to, żeby zobaczyć, co można zrobić z naszym cierpieniem i doświadczeniem krzyża, które czy tego chcemy, czy nie prędzej czy później pojawi się na naszej drodze, bo ono jest wpisane w naszą ludzką egzystencję”.
„Chrystus nie wymazał krzyża z ludzkiego życia. Pokazał nam, że krzyż może stać się dla nas narzędziem zbawienia, jeśli go przyjmiemy i pokochamy. Pokazał nam, że można zamienić cierpienie w miłość. (…) Ofiara Krzyża objawia nam to, kim naprawdę jest Bóg i kim jest człowiek, kim dla Boga jest człowiek. Krzyż Chrystusa przywrócił pierwotny ład we wszechświecie. Pojednał niebo z ziemi, człowieka z Bogiem. Nieść krzyż z Chrystusem znaczy znosić wszystkie niepowodzenia, kłopoty, nieszczęścia, jakich nie da się uniknąć w zjednoczeniu z Bogiem. W taki sposób, żeby to zło, którego nie da się odsunąć, nie zniszczyło w nas miłości. Nieść krzyż to podążać za Jezusem drogą miłości i przebaczenia”.
„Współczesny świat wmawia człowiekowi, że można żyć bez krzyża, bez cierpienia. To wszystko sprawia, że ludzi chorych, starszych, cierpiących chce się usunąć z pola widzenia, by nie zakłócać wymarzonej i nierealnego życia bez krzyża na ziemi. Nie da się tego uczynić. Niech dzisiejsze święto będzie dla nas czasem, w którym na nowo zapali się w nas miłość do Krzyża. Niech odnowi, pogłębi się i umocni nasza wiara, nadzieja i miłość wobec cierpiącego Jezusa. W to całe misterium Krzyża, które dzisiaj świętujemy, włączamy posługę sióstr i ten rok św. Franciszka, miłośnika Krzyża”.
Na zakończenie Mszy św., ks. Piotr wspomniał jeszcze, jak pięć lat temu, przed jubileuszem 75-lecia naszego klasztoru, prowadził triduum przygotowujące, które poświęcone było tematyce adoracji Najświętszego Sakramentu – a teraz zbliżamy się do kolejnego, pięć lat szybko minęło.
Zapraszamy na kolejne spotkanie i wspólną modlitwę 14 października.








