XXIV Niedziela zwykła (rok A)
Nikt z nas nie żyje dla siebie
Dzisiejsza liturgia Słowa jest dla mnie wyjątkowa. Towarzyszyła mi ona, gdy żegnałam się z rodzinnym domem przed wstąpieniem do klasztoru. To była moja „ostatnia niedziela” w rodzinnej parafii, w rodzinnym mieście. Słowa św. Pawła z dzisiejszego drugiego czytania mocno wpisały się w pamięć mojego serca. „Nikt z nas nie żyje dla siebie” – w życiu i śmierci, w świetle i w ciemności, w chwili siły i niemocy – zawsze i we wszystkim należymy do Pana. Ta przynależność do Niego napełnia nas pokojem, jest źródłem mocy i odwagi. Nasze życie nie należy tylko do nas samych – a i my sami z siebie go nie mamy – lecz jest ono darem Boga, więc całe powinno być skierowane ku Niemu, aby było prawdziwe i piękne.
Trudne słowo o przebaczeniu – bezinteresowność zamiast kalkulacji
Słowo, jakie dziś Pan Jezus kieruje do swoich Apostołów, a tym samym do nas, to trudne słowo. Jest to bowiem słowo o przebaczeniu. Ten temat zresztą był już poruszony w poprzednią niedzielę, gdy Pan mówił o braterskim upomnieniu. W upomnieniu musi się już zawierać dyspozycja do przebaczenia – bo nie ma ono służyć przekreśleniu drugiego człowieka, ale przyjęciu go na nowo.
Postawa Piotra jest nam bliska – chcemy Pana czymś zaskoczyć, powiedzieć, jak jesteśmy doskonali i wielkoduszni; myślimy, że czymś Mu zaimponujemy. Piotr sądził, że wykazał się wielkodusznością, ale tak naprawdę jego postawa przepełniona była kalkulacją. Nie chodzi o przypodobanie się komukolwiek, nawet Bogu, ale o bezinteresowność. Nie mam przebaczać „po coś”, w zamian za coś czy licząc na coś. Jeśli moje życie ma być darem na wzór przykładu, jaki pozostawił nam Chrystus, to musi być bezinteresowne. „Musi” – oczywiście, o tym decydujemy sami. To od nas zależy, jaką przyjmiemy postawę.
Dramat nieprzebaczenia i ryzyko zaufania
Jezus opowiada bardzo ważną przypowieść. Każdy z nas jest dłużnikiem wobec Pana i nigdy niczym nie odpłacimy Mu za ogrom okazanego miłosierdzia – miłosierdzia objawionego na Krzyżu i w wielkanocny poranek. Jesteśmy również dłużnikami wobec siebie nawzajem – a jak tydzień temu usłyszeliśmy w czytaniu z Listu do Rzymian: nikomu nie mamy być nic dłużni poza wzajemną miłością.
W tej scenie porusza mnie to, co zostało powiedziane o współsługach: „Współsłudzy, widząc, co się działo, bardzo się zasmucili. Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło”. To mnie zatrzymuje, bo również pokazuje, że nie żyjemy sami, nie żyjemy dla siebie samych. Zasmucili się, bo nie taka powinna być postawa owego człowieka. A on szarpał i dusił tego, który był mu winien „zaledwie” sto denarów. I tak stajemy wobec pytania: dlaczego nie potrafimy odpowiadać miłosierdziem na miłosierdzie? Pan Jezus porównuje nieprzebaczenie – niespłacenie długu – do więzienia. Dłużnik trafia tam wraz ze swoimi najbliższymi. Zobaczmy, jak bardzo nasze postawy i decyzje oddziałują na innych, na nasze otoczenie.
Ten obraz więzienia jest bardzo sugestywny. Nieprzebaczenie, czyli nieodpowiedzenie miłosierdziem na miłosierdzie, zamyka nas. Ten, który był dłużny sto denarów, mimo iż był dłużnikiem, pozostał wolny. To ten, który nie przebaczył, trafił do więzienia. Czy to nie daje nam do myślenia?
Równie sugestywny jest obraz pożyczania. Taki akt wiąże się zawsze z zaufaniem. Pożyczając, okazujemy drugiemu człowiekowi nasze zaufanie. Jest to również powiązane z ryzykiem – dając siebie drugiej osobie, zdajemy się na to, co ona zrobi z tym darem. Spójrzmy na Krzyż Chrystusa – oto ryzyko bezinteresownej Miłości.
Decyzja woli i przebaczenie z serca
Dostępujemy od Pana miłosierdzia, abyśmy – wpatrując się w Niego – naśladowali tę samą postawę. Jakże bardzo potrzeba zapatrzenia w Chrystusa, abyśmy umieli potem tak postępować, pamiętając, że najpierw my sami jesteśmy dłużnikami Boga. A to jest najważniejsza relacja i nasz największy „dług”. Pan dziś nam pokazuje, że On nam przebacza, daruje ów dług w nadziei, że my tak samo będziemy czynić wobec innych. Jeśli taka będzie nasza postawa, to wówczas – w jakimś sensie – zaczniemy spłacać ten dług.
Ewangelista wyraźnie zaznaczył, że ów niemiłosierny sługa nie chciał darować długu. „Nie chciał” – to akt naszej woli, nasza wolna decyzja. Nikt nas nie zmusza, Pan daje nam przestrzeń na nasze „tak” lub „nie”. Nasze naśladowanie Jezusa ma być naszym wolnym wyborem. „Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu” – kończy przypowieść Jezus. Jakże ważny jest dodatek: „z serca”. To przebaczenie nie ma być wypełnieniem litery prawa, ale aktem miłości, aktem z serca. Bo Chrystusowi nie chodzi o literę, nie chodzi o taki „popis”, jaki pragnął urządzić Piotr, ale o serce, które – zapatrzone w Pana – nie może i nie chce uczynić inaczej, niż On tego naucza.
W pierwszym czytaniu słyszymy wspaniale pasujące do tej perykopy słowa: „Gdy człowiek żywi złość przeciw drugiemu, jakże u Pana szukać będzie uzdrowienia? Nie ma on miłosierdzia nad człowiekiem do siebie podobnym, jakże błagać będzie o odpuszczenie swoich własnych grzechów? Sam, będąc ciałem, trwa w nienawiści, któż więc zyska dla niego odpuszczenie grzechów?”. Autor Księgi Syracha wskazuje następnie, że to pamięć o tym, co wieczne, powinna nas dodatkowo motywować do takiego postępowania.
Pojawia się więc pytanie: czy ja, przeżywając moją relację z Panem, pielgrzymując drogą wiary i drogą Ewangelii, pamiętam i mam tę świadomość, że jestem dłużnikiem Boga? Jeśli czyny drugiego człowieka nas ranią, sprawiają nam ból i zawód, to pomyślmy, jak muszą „boleć” nasze grzechy Boga, który jest samą dobrocią, samą wiernością, samą miłością i samą prawdą? Nie musimy się wiele zastanawiać, wystarczy właśnie spojrzenie na Krzyż, na rany Jezusowe. A jednak Jego miłosierdzie odniosło i odnosi triumf nad cierpieniem oraz grzechem.
Przebaczenie jako decyzja, nie emocja
To wszystko nie jest proste, nie przychodzi nam łatwo i nie ma w tym nic dziwnego; zresztą Pan nie mówi, że to łatwe i że będzie nam tak szybko przychodzić. Ale po raz kolejny – wszystko rozgrywa się na poziomie naszej woli, naszej decyzji, a nie odczuć. Rany będą bolały, może wciąż będzie towarzyszył nam smutek, a wielu rzeczy nie da się po prostu wymazać z pamięci, ale mimo to wszystko przebaczenie jest możliwe. I to właśnie jesteśmy sobie nawzajem winni. Temat ten jest niezmiernie wielowątkowy oraz wielopłaszczyznowy i nie da się go zamknąć w jednym, krótkim komentarzu. Żyjemy w świecie naczyń połączonych, a przebaczenie przywraca wolność obu stronom.
Pamięć o dobrodziejstwach Pana i prawda miłosierdzia
„Błogosław, duszo moja, Pana i nie zapominaj o wszystkich Jego dobrodziejstwach” – tak modlimy się w dzisiejszym Psalmie. Jakże ważna jest ta pamięć o tym, co nieustannie otrzymujemy od Boga. Wiąże się ona z wdzięcznością, sprawiając, że stajemy wobec Niego w postawie uwielbienia i dziękczynienia. Pan jest łaskawy i miłosierny, nieskory do gniewu i nie pamięta nam złego – „nie płonie gniewem na wieki. Nie postępuje z nami według naszych grzechów ani według win naszych nam nie odpłaca”.
A jaka jest miara naszego postępowania? Czy nie postępujemy wobec innych według naszego uporu i gniewu? Czy trwamy w złości, czy też uczymy się od Pana miłosierdzia? A przecież miłosierdzie nie oznacza ukrywania zła – przeciwnie, wpisana jest w nie prawda, bo tylko stając w prawdzie, możemy podjąć próbę naprawy.
s. M. Teresa od Jezusa Królującego w Boskiej Eucharystii OCPA
