XVI Niedziela zwykła (rok A)
Liturgia Słowa Bożego szesnastej niedzieli w ciągu roku to hymn pochwalny łaskawości Boga, Jego miłosierdzia, które wcale nie przeczy potędze i wszechmocy, ale właśnie jest ich objawieniem, ich przejawem. Nam władza kojarzy się z siłą i absolutną dominacją, prawem do rozporządzania i decydowania. Tymczasem, Słowo poucza nas, że słabość może być przestrzenią Bożego objawienia oraz właśnie, że siła i władza nie wykluczają dobroci i miłosierdzia, a nawet wręcz przeciwnie. Dużo w dzisiejszych czytaniach kontrastu – siła i łagodność, władza i miłosierdzie, chwast i dobre ziarno, małe ziarenko wraz z prostym zaczynem i wielkie królestwo. Dużo kontrastów, bo takie jest nasze życie. Chcielibyśmy, aby wszystko było poukładane, ponazywane we właściwych proporcjach, w określonym (przez nas?) porządku, pod (naszą?) kontrolą. Ale życie jest inne. Także tych kontrastów, paradoksów nie unikniemy w wierze i w odkrywanym obrazie Boga. Jedno z nich się jednak wyłania: to, co my uznajemy za słabe, niedobre, mało ważne i przejaw niemocy – Bóg czyni wielkim i silnym, wielce pożytecznym. To, co my uczynilibyśmy gwałtownością i przemocą – Bóg czyni miłosierdziem i cierpliwością. Gwałtowny bowiem czyn nieraz może prowadzić do zaprzepaszczenia życia, tymczasem Bóg jest tym, który to życie do końca pragnie w nas ocalić. Nie chce naszej zguby, ale ocalenia i nawrócenia. Wszystko właśnie temu jest podporządkowane – abyśmy Go na nowo odkryli, odnaleźli i do Niego całym sercem powrócili i przylgnęli.
Bardzo poruszające jest pierwsze czytanie z Księgi Mądrości. „Moc swą przejawiasz wobec tych, co nie wierzą w pełnię Twej potęgi, i karzesz zuchwalstwo tych, co ją znają. Potęgą władasz, a sądzisz łagodnie i rządzisz nami z wielką oględnością, bo do Ciebie należy móc, gdy zechcesz”. Siła nie polega na niszczeniu, na takim bezmyślnym działaniu, które ma na celu udowodnienie „kto tu rządzi”. Bóg nie musi tego w taki sposób udowadniać. Jego spojrzenie sięga dalej. Człowiek z przypowieści, który gospodarzowi zaproponował wyrwanie chwastu nie myślał o konsekwencjach. Chciał „ukarać” chwast, że wmieszał się pomiędzy pszenicę. Ale czasem w życiu nie jest łatwo odróżnić od razu zło od dobra. Ileż bowiem razy zło przybiera maskę dobra? Możemy nieraz denerwować się i nie akceptować cierpliwości Boga i mówić, odbierać taką Jego postawę jako bierność i słabość, pozostawienie nas i nie interesowanie się. To wszystko jest bardzo trudne, bo widzimy, jak nasze spojrzenie jest jeszcze niedoskonałe, jak jeszcze jest odmienne od Bożego. Ale dlaczego nie zaufać tej Bożej logice?
Bóg włada potęgą, a sądzi łagodnie. Czyż ten obraz nie skłania nas do refleksji na temat naszego podejścia do władzy i tego, jak ją rozumiemy? Władza bowiem nie oznacza bezwzględnego niszczenia, tylko po to, aby udowodnić „kto tu rządzi”. Ów sąd łagodny jest wyrazem potęgi. Bo jak czytamy dalej w tym fragmencie: „do Ciebie należy móc, gdy zechcesz”. Bóg jest Panem siebie. Wiem, że to może brzmieć trochę dziwnie, ale chodzi o Jego „samodzielność” i wewnętrzne posiadanie samego siebie. To, że istniejemy, to, że istnieje świat, jest wyrazem Bożej miłości – Bóg nas nie potrzebował, ale ponieważ jest Miłością, a przymiotem miłości jest dzielenie się, udzielanie się, stworzył świat i człowieka, aby móc podzielić się miłością. To miłość – nie władza i siła – są u podstaw stworzenia. Potęga sprawiła, ale miłość zapragnęła. A ostatecznie i tak trudno to rozdzielić, bo słusznie mówi się, że największą siłą jest miłość. Ale pomyślmy o nas – czy to siła panuje nade mną, czy ja panuję nad siłą, którą Bóg „włożył” w moje człowieczeństwo? Czy kiedy ów człowiek z ewangelicznej przypowieści chce tak gwałtownie wyplenić chwasty, siła, jaką ma w sobie, panuje nad nim czy on nad nią? Gdyby on panował nad nią, wykazałby się większą rozwagą, rozważył swoje zamiary, a nie działał impulsywnie. To bowiem nie namiętności i odczucia mają nami władać, ale my – poprzez znajomość siebie i umiejętność wsłuchania się w to, co w nas się dzieje – mamy panować nad nimi w pełnym poszanowaniu dla tego, co w nas się dzieje. Nie chodzi o zamrożenie, ale o znajomość. Takie panowanie nad sobą jest wielką siłą niezwykle pomocną w życiu.
W przypowieści o chwaście i pszenicy odkrywamy, że nie chodzi tylko o zniszczenie zła, ale również o ocalenie dobra – aby chcąc zniszczyć zło, „przy okazji” nie zniszczyć dobra. Nie chodzi o straty, których nie da się – rzekomo – uniknąć. Ale właśnie takie zachowanie, jakie ukazuje nam gospodarz, jest obrazem tego, o czym czytamy w Księdze Mądrości – to ten łagodny sąd, którego łagodność nie niweluje siły i konsekwencji. Przyjdzie moment, gdy chwaty zostaną oddzielone od pszenicy, ale tylko Bóg wie, kiedy to – w czasie – nastąpi. W żadnym razie dzisiejsza perykopa nie nakłania do bierności wobec zła, ale raczej zachęca do roztropności. Nie zawsze siła jest dobrym doradcą. „Nauczyłeś lud swój tym postępowaniem, że sprawiedliwy powinien miłować ludzi. I wlałeś synom swym wielką nadzieję, że po występkach dajesz nawrócenie” – tak kończy się odczytywany dzisiaj fragment Księgi Mądrości. Sprawiedliwość i miłość. Nadzieja na zmianę, szansa na nawrócenie. Sprawiedliwość nie oznacza osądu z mojego punktu widzenia. Sprawiedliwość zawiera w sobie miłość, bo jeśli sprawiedliwość to oddanie każdemu tego, co się mu należy – to nade wszystko każdemu należy się miłość, w tym przypadku rozumiana także jako szansa na nawrócenie, na przemianę.
Przypowieść o ziarnie gorczycy i o zaczynie dane są nam chyba po to, aby nauczyć nas pokory. Tyle razy lekceważymy, czy może raczej nie doceniamy tego, co małe i słabe, tego, co na pierwszy rzut oka, nie może przynieść wielkich owoców. A tymczasem z takiego małego ziarnka, wyrasta wielkie drzewo, które staje się schronieniem także dla innych – i tak słabość okazuje się mocą. Zaczyn jest zaś konieczny do ciasta, który staje się dla wielu pożywieniem. Bez niego, ciasto nie byłoby ciastem. W tym, co małe jest siła – siła, która czeka na odkrycie i docenienie, na uznanie. Patrzymy na wielkie drzewo, ale czy pamiętamy, jaki był jego początek?
Wszystkie trzy przypowieści odnoszą się do codziennego życia i są zbudowane na przykładzie bliskim ówczesnym ludziom. Ziarno gorczycy nie było niczym wyjątkowym, podobnie jak zaczyn do ciasta przygotowywany przez kobiety w domowym zaciszu. Tak codzienne, że niedostrzegalne. Dlaczego codzienność nie jest naszą nauczycielką? Ileż w niej się dzieje, ileż drobnych chwil, z których ona się składa, przechodzi gdzieś koło nas w ogóle niedostrzeżonych? Pędzimy gdzieś bez zatrzymania, poruszamy się po utartych ścieżkach schematów. Owszem, rutyna nie jest najlepsza w życiu, ale to nie oznacza, że niczego ona w sobie już nie niesie i niczego nie można w niej odkryć. Jak ktoś kiedyś mi powiedział – przecież szary też jest kolorem. Ciekawe, że uczniowie przychodzą potem do Jezusa i proszą o wyjaśnienie tylko tej przypowieści o chwaście. Przecież zasiew i zbieranie zboża także było znanym im obrazem. Ale może tym, co ich szczególnie poruszyło były słowa gospodarza. Pewnie odnaleźli się w gorliwości owego sługi, który już chciał wyrywać chwast. Ta inna logika przedstawiona przez Pana musiała zatrzymać słuchających. „Królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swojej roli. Lecz gdy ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł”. Bóg w dziele stworzenia zasiał dobre ziarno, a patrząc na człowieka widział, że „był bardzo dobry” – dobry, piękny. Bóg ucieszył się na nasz widok. Boże spojrzenie spoczywające na nas jest spojrzeniem zachwytu i akceptacji, miłości i przygarnięcia. Lecz przyszedł moment, gdy człowiek zasnął. Tym „snem” jest dla nas chwila pójścia za złem, chwila przymknięcia oczu na to, co Boże. Tę chwilę nieuwagi wykorzystał nieprzyjaciel, który zasiał „swoje” ziarno. Zasiał i odszedł. Ale gospodarz nie odszedł. I to jest ta różnica, której nie można nie dostrzec. Nieprzyjaciel rzuca złe ziarno, a potem opuszcza pole – kusi, obiecuje, a potem pozostawia człowieka samego z konsekwencjami. Bóg jest inny. Sługa jest obrazem naszego gwałtownego działania – natychmiast, wszystko rozwiązać „na już”. Nie. To Bóg jest Panem czasu i Jego cierpliwość naprawdę nie jest oznaką niezdecydowania czy słabości, ale miłosierdzia. Trudna nam się pogodzić ze współistnieniem dobra i zła, ale taka jest nasza rzeczywistość – rzeczywistość, nad którą Bóg ani na moment nie utracił kontroli i panowania. Jakże silna będzie owa „pszenica”, która zdoła się przedostać i wyrosnąć mimo kąkoli. Zło istnieje do czasu, dobro pozostaje na wieki. Ta przypowieść konfrontuje naszą logikę z logiką Boga i stawia przed nami pytanie o umiejętność czekania i zaufania Panu. To zdanie ewangeliczne o śnie można pewnie zinterpretować jeszcze inaczej. Bóg „nie śpi”, to znaczy nigdy nie przestaje na nas spoglądać, nigdy nie przestaje się nami interesować i czuwać nad nami, ale ten sen może być obrazem wolności, jaką Bóg nam pozostawia. Gospodarz rzuca ziarno i pozwala mu rosnąć. Trochę rozważaliśmy o tym ostatnio, tydzień temu, zatrzymując się nad przypowieścią o hojnym siewcy. Ten „sen” to przestrzeń owej wolności. Świat nie jest teatrem, a ludzie to nie marionetki, którymi za sznurki pociąga Bóg. Nie, Bóg daje nam wolność. Lecz nie pozostaje biernym widzem owego świata – jak chcieli niektórzy myśliciele – dlatego powstrzymuje sługę przed zbyt pochopnym działaniem. Bóg nie pozostaje bierny wobec naszego losu. Przyjdzie czas rozliczenia. Ta przypowieść jest także przypowieścią eschatologiczną. Nasze spojrzenie nie może zatrzymywać się tylko na doczesności. O tym, że świat jest rolą Bożą będzie pisał także św. Paweł w swoich listach. Nasza dusza jest rolą Bożą. Co w nas wyrasta? Jakie ziarno? A jakim ja jestem ziarnem – jestem synem królestwa niebieskiego czy… ? Kryterium tu jest nasze postępowanie – dajemy świadectwo o Panu czy też dopuszczamy się nieprawości i dajemy zgorszenie? W tej przypowieści Pan przypomina nam także, że to nie my dokonany sądu, ale On, a żeńcami są Jego aniołowie. My mamy czuwać nad swoim sumieniem i postępowaniem, aby w nas zwyciężało dobro zasiane przez Boga, a nie zło „podrzucone” przez nieprzyjaciela.
Piękny jest obraz Boga ukazany „pędzlem” dzisiejszych czytań. Bóg jest łaskawy i miłosierny, Bóg jest dobry. Nie zostawia nas w nasze słabości, ale daje jej moc obecnością Ducha Świętego, który uzupełnia w nas to, co właśnie słabe i niedoskonałe. Jego cierpliwość nie jest obojętnością wobec nas, ale szansą dla nas, abyśmy się nawrócili – jest darem czasu na zmianę postępowania. Bo po tym okresie cierpliwości i szansy miłosierdzia, przyjdzie moment sądu, przyjdzie czas żniwa – dlatego owa łagodność Boga nie powinna nas mylić… .
s. M. Teresa od Jezusa Królującego w Boskiej Eucharystii OCPA
